#Przejdź do treści strony
Pomoc w czytaniu:
Dom Pomocy Społecznej
Aktualności
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Trudnych sytuacji w opiece można uniknąć

Brak wiedzy to najczęstszy problem w opiece nad chorym na Alzheimera czy inne choroby otępienne.

Wiedza to podstawa – potwierdza Wanda Gawrońska, konsultantka z Gdańskiego Stowarzyszenia Pomocy Osobom z Chorobą Alzheimera – Ktoś nawet powiedział: „Im więcej wiedzy, tym mniej cierpienia”. Podczas mojej pracy spotykam się z opiekunami zajmującymi się chorymi członkami rodziny i widzę, co stanowi przeszkodę. Często jest to brak zrozumienia, dlaczego chory zachowuje  inaczej, niż dotychczas. Brak zrozumienia, że chory nie robi czegoś złośliwie, a  jego zachowanie wynika z uszkodzeń mózgu – prowadzi do frustracji opiekuna i nierzadko do agresji chorego. Opiekun często postępuje instynktownie, natomiast gdy ma wiedzę to unika wielu rozczarowań.

 

Zdaniem Wandy Gawrońskiej problemami codziennymi opiekunów rodzinnych są wątpliwości co do tego, jak reagować na konkretne zachowania chorego, czy jak  pielęgnować chorego leżącego,

 

Nieraz mały problem urasta do wielkiego – twierdzi Gawrońska. – Od tego jesteśmy, aby naprowadzać opiekuna na właściwy tor. Dysponujemy świetnie opracowanymi broszurkami pomocnymi w opiece nad chorym. Są tam podane przykłady zachowań chorego i reakcji opiekunów na nie. Mówimy m.in. jak zorganizować czas, jak stymulować zachowanie chorego, jak ważny jest kontakt z lekarzem, przyjmowanie leków i postawa opiekuna w stosunku do podopiecznego.

 

Choroby demencyjne wymagają dużo więcej wiedzy, niż nam się wydaje – uważa Marlena Meyer, trenerka autorskiego programu Teepy Snow „Pozytywne podejście do opieki”. – Żyjemy w przekonaniu, że choroba Alzheimera to problemy z pamięcią i wokół tego się kręcimy próbując naprawić deficyt pamięci, żeby chorzy lepiej zapamiętywali. A nie na tym polega specyfika Alzheimera i innych chorób otępiennych. Ludzie nie pamiętają, bo nie mogą. A nie mogą dlatego, że choroby te powodują uszkodzenia w mózgu. W zależności od tego, w którym miejscu mózg choruje, mamy inne objawy; inaczej możemy także nazywać chorobę

 

Dlatego 11 września w DPS w Sopocie rusza bezpłatny cykl spotkań dla opiekunów nieformalnych, czyli rodzin mających pod opieką chorujących na chorobę Alzheimera lub inną chorobę otępienną. Wiedza  trafić ma do osób zajmujących się chorymi na choroby otępienne, ale nie tylko. Wszystko ma odbywać się na zasadzie spotkań bazujących na programie „Pozytywne podejście do opieki” autorstwa Teepy Snow.

 

Podczas cyklicznych spotkań chcemy wyjaśnić rodzinom, dlaczego ich podopieczni zachowują się w taki, a nie inny sposób i pokazać z czego to wynika – informuje Marlena Meyer. – Chcemy ich uświadomić, że nie wszystkie leki, które dostają chorzy, przyniosą skutek, którego opiekunowie oczekują. Chcemy im podpowiedzieć, w jaki sposób używając metod niefarmakologicznych – wspierać samodzielność chorych, by jednocześnie opiekunowie byli mniej wyczerpani. Chcemy, aby opiekunowie nauczyli się rozpoznawać potrzeby, których chorzy członkowie ich rodzin nie mogą nazwać; wtedy oni będą mogli na nie odpowiedzieć. Chcemy ich nauczyć, żeby stali się detektywami i byli zawsze o krok przed tym, co mogłoby się wydarzyć. Wielu trudnych sytuacji w opiece można uniknąć. One nie wynikają wprost z choroby, ale z tego, że nasze otoczenie jest nieprzygotowane.

 

Osoby które wezmą udział w spotkaniach dowiedzą się także, jak przystosować mieszkanie, co usunąć, co dodać, jak oświetlić wnętrze, by chory członek rodziny czuł się w nim dobrze i bezpiecznie. Samodzielność chorego to więcej czasu dla opiekuna.

 

Ich wiedza będzie szersza, więc komunikacja będzie lepsza, a w rezultacie relacja z podopiecznym zyska na jakości – uważa Meyer. – W swoim doświadczeniu zawodowym często spotykam się z problemem wynikającym z braku dobrej komunikacji. Ale spotkałam także wielu genialnych opiekunów, którzy w opiece nie mają żadnych problemów. A jeśli ktoś robi coś świetnie instynktownie i opieka ta podnosi jakość życia obydwu osób, to co mógłby osiągnąć opiekun, gdyby w taką wiedzę był wyposażony wcześniej..?

 

Zapraszamy na pierwsze spotkanie z Marleną Meyer odbędzie się 11 września o godz. 16 w Domu Pomocy Społecznej przy ul. Mickiewicza 49, tel. 58 718 23 12

 

 

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

III sesja Sopockiej Rady Seniorów

III sesja Sopockiej Rady Seniorów odbyła się w siedzibie Domu Pomocy Społecznej w Sopocie. Organizatorem i prowadzącym był przewodniczący Rady Jacek Starościak.

Oprócz porządkowych punktów obrad, członkowie rady przyjęli stanowisko w sprawie konieczności wsparcia działań Gminy Sopotu dotyczących poprawy stanu deficytowych specjalizacji medycznych dla mieszkańców miasta. Oznacza to, że mówiono o potrzebach zwiększenia dostępu do specjalistów oraz poszerzenia kontraktów medycznych, które skróciłyby czas oczekiwania do lekarzy specjalistów.

Dyrektor DPS Agnieszka Cysewska przedstawiła ofertę Domu, organizację pracy i zasady kierowania placówką. Dużo czasu poświęcono kwestiom finansowym: odpłatności mieszkańców za pobyt w DPS oraz dopłat gminy Sopotu do tego pobytu.

Gościnnie udział wzięli radni miasta Sopotu Anna Łukasiak i Grażyna Czajkowska, prezydent miasta Sopotu Jacek Karnowski oraz naczelnik Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych Iwona Plewako.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Monika i Karolina z Jodłowa w woj. podkarpackim zaśpiewały dla mieszkańców Domu Pomocy Społecznej w Sopocie.

Dziewczyny przyjechały do Sopotu na „Wakacje marzeń”, akcję organizowaną przez osoby prywatne, państwa Kaszubowskich z przyjaciółmi z Sopotu. Przed powrotem do domu nastolatki postanowiły zadziałać wolontariacko i przed wtorkową modlitwą różańcową zaśpiewały kilka kościelnych pieśni.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Koncert Maryjny

„Czarna Madonna”, „Ave Maria” i wiele innych pieśni usłyszeli mieszkańcy Domu Pomocy Społecznej w Sopocie.

We wtorek 14 sierpnia w DPS odbył się Koncert Maryjny w wykonaniu zespołu z Ukrainy „Galicia Folk Band”. Wydarzenie poprzedziło święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Urodziny miesiąca – sierpień

Zespół Galicia Folk Band zagrał na sierpniowych urodzinach miesiąca w Domu Pomocy Społecznej.

Wydarzeniu które miało miejsce 7 sierpnia, towarzyszyła piękna pogoda, w tym miesiącu Jubilaci świętowali na patio.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Ogród w DPS, czyli relaks w otoczeniu zieleni

Piękne drzewa magnolii, hortensje, bratki i inne sezonowe kwiaty ozdabiają ogród sopockiego Domu Pomocy Społecznej.

To nasze miejsce, które kochamy i wszyscy mamy wkład w jego istnienie – mówi Ilona Gajewska, administratorka sopockiego DPS. – Np. w tym roku wolontariuszka przyniosła nam bratki, które sadziliśmy razem z paniami z Dziennego Domu Pobytu. Co roku kwiaty przywozi nam również jedna z sopockich kwiaciarni. Zazwyczaj są to duże pelargonie i komarzyce, a także donice z kwiatami na parapety.

Regularnie koszony i podlewany trawnik – wiosną, latem i wczesną jesienią gromadzi mieszkańców Domu z przyjemnością relaksujących się w otoczeniu zieleni. Trawnik ozdabiają rabaty z kwiatami, a czasami…

…A czasami rabaty z groszkiem albo fasolką zasadzoną przez jedną z mieszkanek naszego domu – śmieje się Ilona Gajewska. – To tylko dowód na to, że ten ogród jest wszystkich. Cieszymy się, gdy nasi mieszkańcy czują się w nim swobodnie.

W ogrodzie mieszkańcy najbardziej lubią jednak odpoczywać. Są tam także prowadzone zajęcia przez terapeutów, w sezonie mają tam miejsce imprezy okolicznościowe, jak np. urodziny miesiąca, czy grill.

W upalne dni, przed południem wychodzimy na patio. Tam prowadzimy zajęcia, czytamy książki, rozwiązujemy krzyżówki, słuchamy muzyki, rozmawiamy, gramy w gry planszowe czy w bingo i po prostu spędzamy czas na świeżym powietrzu – wylicza Małgorzata Jancelewicz, instruktor terapii zajęciowej. – Po południu nasi wolontariusze i uczestnicy Domu pomagają podlewać kwiaty i pielęgnują je.

W tworzeniu ogrodu biorą też udział darczyńcy.

To wielkie słowo „darczyńca”, a dla nas to drobiazg – mówi pani Joanna, właścicielka jednej z kwiaciarni w Sopocie. – Na wiosnę dajemy bratki, a później pelargonie, begonie, rośliny rabatowe. Pomagamy tworzyć ogród w DPS z uprzejmości i dlatego, że jesteśmy Sopociakami. Ja co prawda jestem napływową Sopocianką, ale mąż tutaj się urodził. Tyle ile możemy, to pomagamy. Naprawdę robimy to z serca, dla tych starszych ludzi, aby cieszyli się ogrodem i miło spędzali w nim czas.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Z upałem za pan brat

Gorące lato daje się wszystkim we znaki. Jak z wyjątkowym ciepłem radzą sobie mieszkańcy i pracownicy Domu Pomocy Społecznej w Sopocie?

Józef Wierzba, mieszkaniec DPS po prostu unika upałów chroniąc się przed nimi w pomieszczeniu lub chowając w cieniu.

Eugenia Wijatkowska oprócz picia sporych ilości wody, podczas upałów wychodzi na zewnątrz tylko do południa.

Później siedzę w pokoju chłodząc się otwierając okno – mówi.

Z kolei Jolanta Bartkowiak oprócz picia dużej ilości wody stara się jeść sporo owoców.

Arbuz, jabłka, kiwi, winogrona – wylicza. – A w pokoju, kiedy jest mi gorąco, okładam się butelką zimnej wody. To świetny sposób na ochłodzenie ciała.

Anna Szymczak z Dziennego Domu Pomocy w rozmowie o upałach wspomina swojego ojca.

Mój tata uwielbiał upały i chyba po nim jestem ciepłolubna – mówi. – Jako wieczny zmarzlak korzystam z upałów i opalam się nie stroniąc szczególnie od ciepła.

Andrzej Zięba, wolontariusz z DPS, w czasie upałów stara się nie wykonywać ciężkich prac.

Dużo odpoczywam i jak wszyscy pije dużo wody mineralnej. Nie kąpię się w gorącej wodzie, tylko biorę letni prysznic. Unikam słońca – komentuje.

W domu włączam wiatraki i kładę chłodny ręcznik na głowę – mówi Edyta Życzyńska, koordynatorska ds. wolontariatu w DPS. – W pracy wachluję się tekturowym daszkiem z reklamą Sopotu, opuszczam rolety w oknach, w ostateczności robię przeciąg w pokoju w którym pracuję.

Z kolei z-cs dyrektora DPS, Magdalena Kowalczys, zamiast zimnej wody pije gorące napoje.

Zależy mi, żeby drastycznie nie obniżać temperatury ciała – mówi. – W czasie upałów zmieniam też swoją dietę, jem więcej owoców i lekkich przekąsek. Zwalniam też tempo życia. Kiedy mogę nie wychodzę z domu przed południem, a jeśli już to wybieram się do kina; tam w upał jest najprzyjemniej.

Mieszkańcy przebywający w tak skrajnych temperaturach, jakie ostatnio występują, przede wszystkim powinni zwrócić uwagę na to, żeby spożywać odpowiednią ilość wody – radzi Karolina Gorzkiewicz, dietetyk kliniczny Domu Pomocy Społecznej w Sopocie. – Nie musi to być wcale woda butelkowana, bo ta płynąca w kranie zawiera minerały tj. potas i wapń, które najczęściej tracimy pocąc się. Trzeba zjadać świeże warzywa będące doskonałym uzupełnieniem ww. minerałów; mówię tu o pomidorach czy ogórkach. Formą dbania o siebie jest także unikanie potraw ciężkostrawnych oraz niezjadania do końca posiłków, jeśli apetyt nie występuje lub przesunięcie posiłku na godzinę wczesnoporanną lub popołudniową, kiedy ten apetyt występuje naturalnie. Starsza osoba potrzebuje małych ilości ale często uzupełnianych. Wypicie naraz pół litra wody spowoduje, że płyn nie zostanie odpowiednio przyswojony. Także chłodźmy się, ale rozsądnie.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Rudy Franek poprawia humor seniorom

Nie ma jeszcze roku, ale w sopockim Domu Pomocy Społecznej radzi sobie całkiem nieźle. Jest komunikatywny, towarzyski i choć jeszcze trochę nieśmiały, wiele wskazuje na to, ze będzie z niego dobry towarzysz do zabaw i spędzania wolnego czasu.

Wyciągnęłam go z piwnicy, malusiego, zaropiałego, w ciężkim stanie, karmiłam przez strzykawkę – wspomina Małgorzata Hennig, starsza opiekunka w sopockim DPS. – Weterynarz dawał mu 10 proc. szans na przeżycie. I proszę zobaczyć, jakim jest pięknym kocurem, jakie ma ładne umaszczenie!

Rzeczywiście. Franek, bo tak nazywa się rudzielec z DPS, to kawał pięknego kociska. W placówce po raz pierwszy zagościł pod koniec 2017 roku. To wtedy pani Małgorzata postanowiła przywieźć go do pracy, by umilić czas mieszkańcom Domu.

Reakcja mieszkańców na kota za każdym razem jest fantastyczna! – twierdzi opiekunka. – Mają iskierki w oczach, uśmiech na ustach, to jest coś niesamowitego. Z kotem przyjechałam tu pierwszy raz, gdy był jeszcze maleństwem. Przeszłam się z nim po pokojach, żeby sprawdzić reakcję ludzi. Zresztą starsi ludzie i koty zawsze gdzieś znajdowali wspólne pole do przyjaźni, więc postanowiłam spróbować. „Ojej! Kotek, kotek!”– cieszyli się na jego widok. Następnego dnia od rana były pytania o Franka, Wtedy pomyślałam, że kot powinien bywać tu częściej.

Franek najlepszy kontakt ma z ludźmi chorymi na Alzheimera.

Sam do nich lgnie – uśmiecha się pani Małgorzata. – Potrafią się z nim bawić, rozmawiać i wychodzi im to lepiej, niż z ludźmi. Jednego pana Franek celowo zaczepia. A to wskoczy na jego wózek od tyłu, to na kolana, a to łapką podotyka. Pan też się wtedy ożywia, staje się radosny i widać, że z kontaktu z kotem czerpie radość.

Posiadanie zwierzęcego towarzysza pozytywnie wpływa na zdrowie fizyczne i psychiczne osób w każdym wieku, tym bardziej seniorów – wyjaśnia Weronika Wańska, psycholog pracująca z chorymi na Alzheimera w sopockim Domu Pomocy Społecznej. – Okazuje się, że już 15 minutowe spotkanie ze zwierzęciem przyczynia się do zmian chemicznych w mózgu zmniejszając poziom hormonów stresu, a przy tym zwiększając poziom hormonu szczęścia, czyli serotoniny. W dłuższej perspektywie czasowej taka interakcja może zmniejszyć poziom cholesterolu czy mieć działanie chroniące przed chorobami serca czy udarem.

Zdaniem Weroniki Wańskiej opieka nad zwierzęciem dodatkowo daje poczucie bycia potrzebnym, co przyczynia się do zwiększenia poczucia sensu życia i własnej wartości.

Bezwarunkowa miłość zwierzęcia do opiekuna z pewnością zmniejsza poczucie samotności, a może stanowić także rodzaj pomostu do otwarcia się na innych ludzi – opiekunów zwierząt czy ponownie wzbudzić zainteresowanie światem – twierdzi Wańska. – Doświadczenia opiekunów profesjonalnych pokazują, że kontakt ze zwierzęciem może być też dobrym pierwszym krokiem w procesie adaptacji mieszkańca do zamieszkania w ośrodku pomocowym. Badania pokazują, że kontakt z kotem bądź psem działa pozytywnie także na osoby z chorobą Alzheimera zmniejszając poczucie niepokoju czy agresji wśród tych osób.

Franek ma swoich ulubieńców w DPS. To właśnie jeden z nich stwierdził kategorycznie, że kot musi zostać w DPS i basta!

Zawsze twierdzę, że zwierzaki dobrze sprawdzają się wśród ludzi starszych – mówi pani Małgorzata. – Kiedyś, gdy pracowałam w innej instytucji, jeździłam tam ze swoim psem. Seniorzy lubią dotykać zwierzaki, zupełnie się wtedy zmieniają, oczywiście pozytywnie. Koleżanka od dziecka bała się kotów, ale dzięki temu, że się oswoiła z Frankiem, jej uraz pomału odchodzi w zapomnienie.

Franek jest kotem ciekawskim i inteligentnym. To mały cyrkowiec, który staje na głowie opierając się o fotel. Jakie są plany na jego najbliższe lata w DPS?

Chcę, żeby swobodniej poruszał się po Domu i więcej przebywał z mieszkańcami, spędzał więcej czasu z seniorami – podsumowuje opiekunka. – Wzbudza w nich tak ogromne zainteresowanie, że szkoda by było tego nie wykorzystać. Kiedy przechodzę się wieczorem po pokojach to padają pytania: „Co robi Franek? Śpi, je, pije?” Wszystko chcą o nim wiedzieć.

Według Weroniki Wańskiej na świecie coraz więcej ośrodków pomocowych dla osób starszych włącza do społeczności domu zwierzęta widząc wiele pozytywnych aspektów tej terapii. Dodatkowo powstaje wiele organizacji, które pomagają w prowadzeniu tego typu terapii czy adoptowaniu psa bądź kota przez osobę starszą dbając zarówno o samopoczucie seniora, jak i zdrowie i samopoczucie pupila. Kontakt ze zwierzęciem to kolejna perspektywa do poprawy jakości życia seniorów mieszkających w domu pomocy społecznej.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

74. rocznica Powstania Warszawskiego

74. rocznicę Powstania Warszawskiego obchodziliśmy w Domu Pomocy Społecznej.
Mieszkańcy Domu obejrzeli filmy dokumentalne poświęcone powstaniu.
Po projekcji śpiewano powstańcze piosenki i wspominano mieszkańców DPS, którzy brali udział w powstaniu.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Wolontariusze w DPS – Artiom Kuznecov

Mam 16 lat, w sopockim DPS wolontariuszem jestem od lipca 2016 roku. O tym Domu dowiedziałem się w szkole od mojej katechetki zajmującej się wolontariatem.

Pamiętam swój pierwszy dzień tutaj. Byłem bardzo zestresowany, obawiałem się, jak przyjmą mnie mieszkańcy. Niepotrzebnie, ponieważ przyjęli mnie bardzo ciepło i byli przyjaźnie nastawieni. Siostra chciała zaangażować mnie do pracy w ogrodzie, ale przez mój upór trafiłem na terapię zajęciową i tak poznałem się z mieszkańcami.

Przez cały ten czas nauczyłem się tu przede wszystkim cierpliwości. Zacząłem też inaczej patrzeć na osoby starsze. Nie jak na osoby schorowane i biedne, ale jak na ludzi doświadczonych życiowo, na ludzi, którzy nie poddają się i chcą jeszcze rozmawiać, rozwijać się, po prostu żyć.

Najprzyjemniejszy w tym wszystkim jest uśmiech na twarzy mieszkańca, czerpanie od niego wiedzy. Samo spędzanie czasu jest bardzo przyjemne. Jeśli ktoś waha się, czy przyjść tu do wolontariatu to zachęcam. Mieszkańcy czekają na wolontariuszy!

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Urodziny miesiąca

Za nami lipcowe urodziny miesiąca.

Podczas uroczystości pożegnano panią Marię Powązkę, pielęgniarkę DPS nagrodzoną ostatnio Złotym Czepkiem, prestiżowym wyróżnieniem w pielęgniarstwie.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Muzyczne podróże

Chór Szkoły dla dziewcząt z Bruton w Wielkiej Brytanii zaśpiewał dla mieszkańców sopockiego Domu Pomocy Społecznej.

5 lipca 2018 roku odbył się  koncert „Muzyczne podróże” w ramach Metropolitalnych Koncertów Towarzyszących.

W ostatnich latach Chór Szkoły dla dziewcząt z Bruton wystąpił podczas różnych wydarzeń, wspierając lokalne katedry, kościoły i inne instytucje. W szeregach zespołu znajdują się reprezentantki Narodowego Chóru Młodzieżowego Wielkiej Brytanii.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Mamy świetny pomysł na twoje wakacje !

Dom Pomocy Społecznej w Sopocie
zaprasza do wolontariatu wakacyjnego

Zadania:
-spacery z seniorami w naszym ogrodzie,
-wsparcie podczas zajęć i imprez integracyjnych na powietrzu,
– granie z mieszkańcami w chińczyka, warcaby, bingo itp.
-dotrzymywanie towarzystwa,

Przyjdź, zobacz, zostań z nami!!!
Kontakt:
Koordynator ds. wolontariatu: Edyta Życzyńska
tel. 781 327 111
Dom Pomocy Społecznej w Sopocie, ul. Mickiewicza 49

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Wolontariusze w DPS – Otylia Piechnik

W DPS jestem od marca 2018 roku. Ksiądz proboszcz z parafii św. Bernarda zaproponował mi odmawianie raz w tygodniu różańca z mieszkańcami Domu. Tak stałam się wolontariuszką.
Obawiałam się trochę jak zostanę przyjęta. Niepotrzebnie.
Przyjemne dla mnie jest, że ludzie chętnie uczestniczą w modlitwie różańcowej, którą prowadzę.
Co sądzę o wolontariacie? Że to pomoc tym, których życie wysadziło z siodła, chociaż wolontariat działa w dwie strony. Ja też dostaję coś w zamian; ducha, który mnie podbudowuje. Sprawia mi przyjemność, że mogę pomóc, w tym przypadku modlitwą.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Wolontariusze w DPS – Teresa Karbowska

Wolontariuszką w sopockim DPS jestem od listopada 2015 roku. Ogłoszenie o spotkaniu organizacyjnym dla wolontariuszy znalazłam w osiedlowej gazetce. Mieszkam w Gdańsku, ale w Sopocie się urodziłam, tu chodziłam do szkół, tu mieszkałam dość długo; mam sentyment do tego miasta, stąd ten wybór sopockiej placówki.

Na początku w ramach zajęć czytałam artykuły osobie jeżdżącej na wózku oraz niewidzącej. Sama wyszukiwałam je w Internecie i drukowałam te najciekawsze. Później skupiłam się na wyjazdach z niepełnosprawnym pensjonariuszem po Sopocie, byliśmy też w ZOO.

Od półtora roku wspieram zajęcia organizacyjnie. Dodatkowo wybranym osobom dostarczam książki, czasem audiobooki, niekiedy robię drobne zakupy.

Od początku czuję się tu dobrze. Niedosyt miewam wtedy, gdy próbuję porozumieć się z osobami mającymi problem z mową lub niemówiącymi w ogóle. Chcą mi coś powiedzieć, a ja przy pierwszym słowie mam problem ze zrozumieniem. Porozumiewamy się więc wzrokiem, gestami, ale czasem jest to trudne. Garniemy się do siebie, żeby pogadać, a nam nie wychodzi.

Jest jednak nagroda: uśmiech podopiecznego oraz wzajemne zaufanie i szacunek.

Wolontariatu spróbować powinien każdy, ponieważ to dobra okazja, żeby poznać samego siebie.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Odwiedziny dzieci z Przedszkola nr 12 w Sopocie

28 lipca odwiedziły nasz Dom dzieci z Przedszkola nr 12 z Sopotu z przedstawieniem wokalno-tanecznym pt. „Cztery Pory Roku”

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Ruch i taniec zmieniają nie tylko fizycznie

 O wpływie Biodanzy na procesy zachodzące w organizmie ludzkim mówi Agnieszka Sut,  Certyfikowana Trenerka Biodanzy Systemu Rolando Toro.

Na stronie o Biodanzy możemy przeczytać, że „to system ruchu mający na celu integrację i rozwój osobisty oraz połączenie z życiem i jego wszystkimi formami wyrazu”. Co to właściwie oznacza?

Oznacza to, że poprzez specjalnie dobraną muzykę, ruch i ćwiczenia oraz poprzez spotkania w grupie budzimy w nas rytm. A rytm to pierwszy element łączący nas z życiem, które powstało z pulsowania dwóch komórek. W naszym ciele mamy mnóstwo różnych rytmów i poruszamy się w nich w życiu. I życie w Biodanzie przejawia się poprzez rytm. Proponując ćwiczenia Biodanzy pobudzamy w ludziach chęć do życia.

 

Co zaproponowała pani seniorom z sopockiego DPS podczas zajęć?

Właśnie pobudzenie radości do życia i przyjemność z tego, że jesteśmy razem, z bycia z drugą osobą. Człowiek jest istotą stadną i życie w nas musi być pobudzane po to, aby mieć impuls do działania. Ale również musi być pobudzane poprzez instynkt stadny, ponieważ Biodanza pracuje również nad instynktami. Niektóre z nich nie są wystarczające, więc ich nie wykorzystujemy, dlatego do zajęć z seniorami wybrałam bardzo rytmiczną muzykę. Szukaliśmy rytmu podczas spaceru oraz mając naprzeciwko siebie druga osobę. Dzięki drugiemu człowiekowi czujemy, że nie jesteśmy sami. Prof. Rolando Toro, twórca Biodanzy, gdy przyjechał w latach 80. do Europy, pierwsze zajęcia poprowadził dla osób chorych na Parkinsona. Pobudzał spontaniczne przemieszczanie się, a robił to poprzez tworzenie par do ćwiczeń. Gdy jest ktoś obok nas poruszamy się radośniej, z większą chęcią do życia. Dużo trudniej obudzić ruch i życie w osobie mającej iść w stronę nie wiadomo czego. Pójście w kierunku drugiej osoby jest dodatkowym, pozytywnym bodźcem, który wpływa na poprawę stanu motorycznego seniorów.

 

Na stronie o Biodanzy czytamy również, że: „poprzez ekspresyjny ruch, specjalnie dobraną muzykę i spotkania w grupie wchodzimy w proces, który powoduje zmiany zarówno na poziomie fizjologicznym, jak i psychologicznym”. Czyli jakie są to np. zmiany?

Nie da się tego powiedzieć w kilku słowach. Są np. badania nad wpływem Biodanzy na poziom stresu. Systematyczne ćwiczenie Biodanzy zmienia w nas podejście do życia. Modyfikując podejście do życia wchodzimy w zupełnie inny wymiar który ma wiele wspólnego z psychosomatyką. Psychosomatycznie zmienia się w nas podejście do niektórych sytuacji przez co modyfikuje się także sposób w jaki pracuje nasze ciało.

Jeżeli chodzi o zmiany psychologiczne – mamy więcej ochoty do życia, jesteśmy spokojniejsi, obniża się nam ciśnienie krwi. W czasie zajęć Biodanzy produkują się różnego rodzaju neuroprzekaźniki, dzięki którym nasz organizm zaczyna inaczej reagować na pewne sytuacje życiowe. Dzięki temu, że czujemy rytm, emocje, kontakt z drugą osobą, pojawiają się zmiany fizjologiczne na poziomie systemu limbiczno-hipotalamicznego, neurowegetatywnego i hormonalnego. Są nimi między innymi: poprawienie jakości snu, poczucie większej energii, zwiększa się koncentracja, odczucie przyjemności przypominające stan zakochania, poprawia się  mobilność jelitowa, zwiększa produkcja płynów organicznych (ślina, łzy) itd.

Biodanza może być także formą rehabilitacji dla seniorów. Prosimy ich o wykonywanie ruchów, których normalnie nie robią. Biodanza dla osób zdrowych fizycznie jest rehabilitacją egzystencjalno-emocjonalną, jest po to, by  poczuć emocje. W przypadku osób mających problem z ruchem dochodzi rehabilitacja fizyczna. Ruchy które wykonujemy odbywają się przy udziale muzyki i ona jest dodatkowym impulsem do tego, aby np. zgiąć nogę. Ten ruch wypływa z emocji, więc dzięki temu jest bardziej naturalny, głęboki, ponieważ w momencie kiedy ruch wypływa z emocji zmienia się postrzeganie tego ruchu przez nasze ciało.

 

Czy wobec tego są inne ćwiczenia na ciało i inne na umysł?

Biodanza zajmuje się człowiekiem jako całością. Medycyna „odcina” poszczególne elementy; aby leczyć serce idziemy do kardiologa, aby leczyć nogę idziemy do ortopedy. Biodanza zajmuje się człowiekiem całościowo, jedno wpływa na drugie. Gdy lepiej się czuję, moje serce bije lepiej, mam większą ochotę na to, aby wykonać ruch, przez co wszystko przenosi się na kwestię motoryczną.

 

Czyli w zdrowym ciele zdrowy duch?

Dokładnie. My najpierw staramy się pobudzić rytm, aby zwiększyć impuls witalny i  zaprosić ludzi do tego, aby ośmielili się spojrzeć na otoczenie. Grupa jest bardzo ważna. Nauczyciela Biodanzy nazywa się facylitatorem, czyli ułatwiającym proces zachodzący w grupie; zaprasza do odkrycia w sobie potencjałów i możliwości, które już są obecne w każdym z nas. Te zajęcia są progresywne, zachowujemy cykliczność, jak w życiu. Rano wstajemy i co robimy? Pierwsza część dnia jest bardziej rytmiczna, mamy ochotę działać. Potem fizjologicznie wchodzimy w rozluźnienie, ponieważ druga część dnia spływa w stronę wieczoru, aby usnąć i rano znowu mieć siłę do życia. Takie są też zajęcia Biodanzy, najpierw jest witalność, potem zaczynamy uspokajać się, głaszczemy ręce itd.

 

Co w takim razie poleciłaby pani osobom które mają odwrotny rytm dnia: rano długo się rozkręcają, a pobudzają dopiero na wieczór?

Zaproponowałabym im dokładnie to samo, aby wróciły do cykliczności natury. Bo gdy cykliczność jest odwrócona, organizm działa nieprawidłowo. Ale Biodanza nie zajmuje się analizowaniem problemów, proponuje pozytywne rozwiązania. Z badań wynika, że pozytywne bodźcowanie powoduje, że organizm sam się przystosowuje do zdrowego wymiaru. Dlatego zamiast analizy problemu proponujemy zdrową sytuację powtarzając ją.

 

Zanany jest wpływ Biodanzy na osoby z chorobami otępiennymi?

 Nad wpływem Biodanzy na zdrowie prowadzone są badania na całym świecie. Rok po roku wychodzą nowe publikacje naukowe na podstawie badań przeprowadzanych na określonych grupach z tą samą charakterystyką chorobową. Tańce rytmiczne podnoszą poziom samopoczucia, które poprzez powtarzalność stabilizują humor i podnoszą jego jakość. Ćwiczenia płynności redukują progresywnie napięcie mięśni, ćwiczenia z witalności i propozycje interakcji pomiędzy uczestnikami grupy próbują uaktywnić centra motoryczne redukując bradykinezję. Ćwiczenia z głębokiej relaksacji produkują czasowe polepszenie stanów drżenia. Kontakt uczuciowy w grupie przywraca komunikację i wzmacnia świadomość własnej tożsamości, która jest poważnie zagrożona poprzez chorobę. W związku z tym zwiększa się wiara w siebie, poczcie własnej wartości, razem ze stopniowym wzrostem autonomii ruchu.

 

Czy Biodanza dla seniorów różni się od Biodanzy dla ludzi młodych?

Każda grupa wiekowa jest zupełnie inna. Ćwiczenia są takie same, koncept jest taki sam, metodologia jest taka sama. Po prostu w poszczególnych grupach stosujemy inne narzędzia do tego, aby osiągnąć ten sam cel. U osób starszych pobudza się bardziej przyjemność do życia, którą utracili z powodu mniejszych kontaktów towarzyskich. Pobudza się także kreatywność i witalność. Witalność aby dostali jeszcze trochę werwy, kreatywność aby szukali w życiu nowych rozwiązań i poczuli, że na tym etapie życia jest jeszcze mnóstwo możliwości. Pobudzamy to, co w tej fazie wiekowej mogłoby być trochę osłabione. Ale tak naprawdę na każdym etapie życia warto pobudzać witalność i przyjemność z życia.

 

Kto wobec tego powinien przyjść na zajęcia z Biodanzy?

Każdy. Biodanza to edukacja, edukacja do życia, a bardzo często reedukacja.

 

Jeśli ktoś się waha jak go pani zachęci?

Powiem: zaskocz sam siebie, spróbuj zrobić to, czego jeszcze nigdy nie robiłeś. Może życie cię jeszcze zdziwi i da nowe możliwości do których w tej chwili nawet nie docierasz?

 

O sobie

Agnieszka Sut, Certyfikowana Trenerka Biodanzy Systemu Rolando Toro.

Z Biodanzą związana od 2001 roku. Na co dzień prowadzi zajęcia w północnych Włoszech, gdzie mieszka na stałe. Od kilku lat proponuje regularne zajęcia w Polsce.

Więcej informacji na stronie: www.biodanza.com.pl

Biodanza została stworzona w latach 60- tych przez prof. Rolando Toro Aranedę (1924-2010) psychologa i antropologa. To człon dwóch wyrazów: „bios” z greckiego życie 
i „danza” rozumiana jako naturalny ruch pełen ekspresji.

Zajęcia z Biodanzy w sopockim Domu Pomocy Społecznej odbyły się 25 czerwca 2018 roku Mieszkańcy Domu za pomocą tańca i dotyku trenowali witalność, kreatywność, emocjonalność i bliskość z drugą osobą.

Prowadzącą była Agnieszka Sut, certyfikowana trenerka Biodanzy systemu Rolando Toro.

 

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Cuda na patykach, czyli ogród z krepy

Sopocki Dom Pomocy Społecznej zapełnił się kwiatami. Papierowe róże, słoneczniki, goździki, łubiny, maki i wiele innych sztucznych roślin wyszło spod rąk mieszkańców Domu. Za pomocą różnokolorowej krepy, nożyczek i patyków powstały ozdoby inspirowane wiejskim ogródkiem.

 

Na wszystkich dorosłych zajęcia z tworzenia kwiatów robią wrażenie – mówi Bogumiła Bednarek, prowadząca zajęcia. – Nawet mężczyźni siadają i wykonują papierowe ozdoby. Bibuła jest efektowna, szczególnie, jeśli widzimy kawałek papieru, a później gotowy kwiat. Bo kwiaty budzą sympatię, ludzie odruchowo je wąchają. To jest takie niesamowite, że coś co stworzyliśmy z kawałka bibuły może być takie realne. Papierowy kwiat można dodatkowo zanurzyć w wosku, wtedy na jego zapach nabierają się nawet owady. Moczenie w wosku pszczelim daje większą trwałość „rośliny”, wzmaga jej wytrzymałość na różne warunki atmosferyczne.

 

Wydawałoby się, że robienie kwiatów z krepy to domena zajęć plastycznych w szkole podstawowej.

 

Nieprawda. Zainteresowanie seniorów tworzeniem tego typu ozdób jest duże, ponieważ to nie tylko przyjemność, ale i ćwiczenie manualne oraz powrót do przeszłości – twierdzi Bogumiła Bednarek. – Wielokrotnie spotkałam się z tym, jak ludzie dorośli podczas zajęć przypominali sobie lata dzieciństwa. Pewna seniorka twierdziła, że nigdy nie wykonywała takich ozdób, a trakcie robótek przypomniała sobie, że robiła je w dzieciństwie, że tak wyglądała choinka przyozdobiona papierowymi kwiatami.

 

Bogumiła Bednarek zajmuje się głównie ludźmi dorosłymi. Współpracuje z grupą seniorów w Centrum Psychologiczno-Pastoralnym „Więź”.

 

Pracowałam wiele lat z muzeum etnograficznym we Wdzydzach prowadząc warsztaty z malowania na szkle, robiąc papierowe kwiaty i zajmując się haftem – opowiada plastyczka. – Kwiaty z bibuły miały wielkie powodzenie, ponieważ można je wykonywać w każdym wieku. To świetny sposób na spędzanie czasu przez seniorów.  Wszystkie prace manualne chronią przed demencją starczą. Jeśli ktoś tworzy to ma też nowe aspiracje, przypomina sobie stare czasy, np. takie, w których w wielu domach był ołtarzyk z figurką świętą. Te miejsca też były zdobione kwiatami, aureolkami z kwiatów, na ludowo. Pięknie to wyglądało.

 

Kiedyś papierowe kwiaty zazwyczaj były kładzione na groby albo upiększały przydrożne krzyże. Teraz moda na tego typu ozdoby wraca, ale w szerszym wydaniu.

 

Obecnie używam papierowych kwiatów do dekoracji sal ślubnych, na komunie i chrzty, dla młodej pary – tłumaczy Bogumiła Bednarek. – W latach 20. i 30. XX wieku bogate panny młode nosiły do ślubu właśnie sztuczne kwiaty. Teraz mam do wykonania projekt papierowej sukienki. Po okresie w którym królowały kwiaty plastikowe i materiałowe, papierowe ozdoby wracają do łask. Kwiaty z bibuły budzą większy szacunek, bo to twórczość artystyczna, to także coś innego, niż plastik i każdy może wykonać je sam. Papier jest naturalny, jest tworzony z drewna i nigdy nie będzie budził takiego odczucia jak coś, co jest plastikowe i sztuczne.

 

Zajęcia z robienia kwitów z krepy odbyły się 25 czerwca 2018 roku w Domu Pomocy Społecznej w Sopocie.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Urodziny miesiąca Maj 2018

W dniu 24.05.2018  świętowaliśmy urodziny majowych jubilatów. Piękna słoneczna pogoda pozwoliła nam na zorganizowanie przyjęcia w ogrodzie. Kiełbaska z grilla, w otoczeniu zieleni i wiosennych kwiatów, wspaniała muzyka porywająca do tańca wszystkich wprawiła w dobry humor.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

„Mam ten zawód we krwi”

W sopockim DPS pracuje od początków jego działalności, jako pielęgniarka 25 lat. Właśnie otrzymała Złoty Czepek – prestiżowe wyróżnienie w zawodzie pielęgniarskim.

To jest moja wymarzona praca, o której myślałam już jako mała dziewczynka – wspomina Maria Powązka, pielęgniarka z sopockiego Domu Pomocy Społecznej. – Pamiętam, że będąc w 7 klasie podstawówki wyciągałam mojej wychowawczyni zadrę z palca. Lubiłam robić takie rzeczy i one mi wychodziły. Ty chyba będziesz pielęgniarką? – zapytała mnie wtedy wychowawczyni. No oczywiście, że będę – odpowiedziałam. I nią zostałam.

Do szkoły pielęgniarskiej w Tomaszowie Lubelskim nie było łatwo się dostać.

Siedem osób na jedno miejsce – opowiada pani Maria. – Egzamin składał się z trzech części: pierwszą była praca w sali demonstracyjnej, druga polegała na badaniach lekarskich; jak ktoś np. miał płaskostopie to odpadał. Trzecią częścią był egzamin pisemny.

Po skończonej szkole Maria Powązka wyjechała do Szpitala Kolejowego w Lublinie.

To była bardzo nowoczesna, renomowana placówka. Tam na chirurgii spędziłam 16 lat. Uwielbiałam swoją pracę, choć nie było łatwo. Toczyłyśmy krew starymi metodami. To był ciężki oddział – wspomina pielęgniarka.

Gdy przeprowadziła się z Lublina do Gdyni postanowiła zrobić sobie przerwę ze względu na dzieci. Okrągłe 10 lat.

Powrót do zawodu zaczęłam od Caritasu. Wyjeżdżałam z dziećmi na kolonie, sporo pracowałam w wolontariacie, a także w Dziennym Domu Pomocy. I wtedy zainteresowałam się pracą w tego typu miejscu – opowiada pani Maria. – Pomyślałam, że mieszkańcy takiego domu są trochę wyrzuceni poza nawias, ale później przerobiłam sobie to w głowie i doszłam do wniosku, że takie placówki mają sens. Przecież taki stary i niedołężny człowiek musi gdzieś z godnością spędzić resztę życia. Niektórzy są samotni, wtedy my stajemy się dla nich rodziną.

W sopockim DPS jest od początku jego istnienia, czyli od 2010 roku.

W pamięci najbardziej zapadły mi te dni, kiedy zaczęli tu przybywać mieszkańcy. Pierwszą osobą, która tu zamieszkałą była pani Walentyna. Każdy do niej przychodził i pytał, czy czegoś jej potrzeba. „Dajcie mi spokój, nic nie chcę!” – opowiadając śmieje się Maria Powązka. – Zagłaskiwaliśmy ją, dosłownie. Później do pani Walentyny dołączył pan Henryk. Pamiętam ich, choć było to tyle lat temu. Gdy dom zaczął się zapełniać przybyło pracy. Nie jest lekko, ale dajemy radę.

Pytana o dobre momenty mówi, że wszystkie są dobre.

Zawsze lubiłam tu przychodzić, zawsze jest ciekawie. Nie potrafiłabym wyłuskać momentu, który chciałabym zaakcentować, choć pewnie było ich mnóstwo – zamyśla się pani Maria. – Ciężko jest, gdy ktoś odchodzi…

Maria Powązka sama o sobie mówi, że jest urodzoną pielęgniarką.

Nawet w nowym miejscu potrafiłam natychmiast się odnaleźć – twierdzi.- To jest to, ten mundurek, ta adrenalina. Mam ten zawód we krwi.

O Złotym Czepku z wrodzonej skromności mówi bardzo oszczędnie.

To bardzo przyjemna nagroda. Dla mnie to zwieńczenie mojej pracy. Na początku zastanawiałam się, czy na pewno na nią zasługuję. Ale chyba tak, skoro dziewczyny śmieją się ze mnie, że ja cała oddaję się pacjentom. Uważam, że to jest sens tej pracy. Albo być na 100 proc. albo zmienić zawód – twierdzi pani Maria.

Plany na przyszłość?

Emerytura – krótko podsumowuje Powązka. – Ale czy na pewno nie zetknę się już z pielęgniarstwem? Czas pokaże.