#Przejdź do treści strony
Pomoc w czytaniu:
Dom Pomocy Społecznej
Aktualności
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Mamy świetny pomysł na twoje wakacje !

Dom Pomocy Społecznej w Sopocie
zaprasza do wolontariatu wakacyjnego

Zadania:
-spacery z seniorami w naszym ogrodzie,
-wsparcie podczas zajęć i imprez integracyjnych na powietrzu,
– granie z mieszkańcami w chińczyka, warcaby, bingo itp.
-dotrzymywanie towarzystwa,

Przyjdź, zobacz, zostań z nami!!!
Kontakt:
Koordynator ds. wolontariatu: Edyta Życzyńska
tel. 781 327 111
Dom Pomocy Społecznej w Sopocie, ul. Mickiewicza 49

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Wolontariusze w DPS – Otylia Piechnik

W DPS jestem od marca 2018 roku. Ksiądz proboszcz z parafii św. Bernarda zaproponował mi odmawianie raz w tygodniu różańca z mieszkańcami Domu. Tak stałam się wolontariuszką.
Obawiałam się trochę jak zostanę przyjęta. Niepotrzebnie.
Przyjemne dla mnie jest, że ludzie chętnie uczestniczą w modlitwie różańcowej, którą prowadzę.
Co sądzę o wolontariacie? Że to pomoc tym, których życie wysadziło z siodła, chociaż wolontariat działa w dwie strony. Ja też dostaję coś w zamian; ducha, który mnie podbudowuje. Sprawia mi przyjemność, że mogę pomóc, w tym przypadku modlitwą.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Wolontariusze w DPS – Teresa Karbowska

Wolontariuszką w sopockim DPS jestem od listopada 2015 roku. Ogłoszenie o spotkaniu organizacyjnym dla wolontariuszy znalazłam w osiedlowej gazetce. Mieszkam w Gdańsku, ale w Sopocie się urodziłam, tu chodziłam do szkół, tu mieszkałam dość długo; mam sentyment do tego miasta, stąd ten wybór sopockiej placówki.

Na początku w ramach zajęć czytałam artykuły osobie jeżdżącej na wózku oraz niewidzącej. Sama wyszukiwałam je w Internecie i drukowałam te najciekawsze. Później skupiłam się na wyjazdach z niepełnosprawnym pensjonariuszem po Sopocie, byliśmy też w ZOO.

Od półtora roku wspieram zajęcia organizacyjnie. Dodatkowo wybranym osobom dostarczam książki, czasem audiobooki, niekiedy robię drobne zakupy.

Od początku czuję się tu dobrze. Niedosyt miewam wtedy, gdy próbuję porozumieć się z osobami mającymi problem z mową lub niemówiącymi w ogóle. Chcą mi coś powiedzieć, a ja przy pierwszym słowie mam problem ze zrozumieniem. Porozumiewamy się więc wzrokiem, gestami, ale czasem jest to trudne. Garniemy się do siebie, żeby pogadać, a nam nie wychodzi.

Jest jednak nagroda: uśmiech podopiecznego oraz wzajemne zaufanie i szacunek.

Wolontariatu spróbować powinien każdy, ponieważ to dobra okazja, żeby poznać samego siebie.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Odwiedziny dzieci z Przedszkola nr 12 w Sopocie

28 lipca odwiedziły nasz Dom dzieci z Przedszkola nr 12 z Sopotu z przedstawieniem wokalno-tanecznym pt. „Cztery Pory Roku”

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Ruch i taniec zmieniają nie tylko fizycznie

 O wpływie Biodanzy na procesy zachodzące w organizmie ludzkim mówi Agnieszka Sut,  Certyfikowana Trenerka Biodanzy Systemu Rolando Toro.

Na stronie o Biodanzy możemy przeczytać, że „to system ruchu mający na celu integrację i rozwój osobisty oraz połączenie z życiem i jego wszystkimi formami wyrazu”. Co to właściwie oznacza?

Oznacza to, że poprzez specjalnie dobraną muzykę, ruch i ćwiczenia oraz poprzez spotkania w grupie budzimy w nas rytm. A rytm to pierwszy element łączący nas z życiem, które powstało z pulsowania dwóch komórek. W naszym ciele mamy mnóstwo różnych rytmów i poruszamy się w nich w życiu. I życie w Biodanzie przejawia się poprzez rytm. Proponując ćwiczenia Biodanzy pobudzamy w ludziach chęć do życia.

 

Co zaproponowała pani seniorom z sopockiego DPS podczas zajęć?

Właśnie pobudzenie radości do życia i przyjemność z tego, że jesteśmy razem, z bycia z drugą osobą. Człowiek jest istotą stadną i życie w nas musi być pobudzane po to, aby mieć impuls do działania. Ale również musi być pobudzane poprzez instynkt stadny, ponieważ Biodanza pracuje również nad instynktami. Niektóre z nich nie są wystarczające, więc ich nie wykorzystujemy, dlatego do zajęć z seniorami wybrałam bardzo rytmiczną muzykę. Szukaliśmy rytmu podczas spaceru oraz mając naprzeciwko siebie druga osobę. Dzięki drugiemu człowiekowi czujemy, że nie jesteśmy sami. Prof. Rolando Toro, twórca Biodanzy, gdy przyjechał w latach 80. do Europy, pierwsze zajęcia poprowadził dla osób chorych na Parkinsona. Pobudzał spontaniczne przemieszczanie się, a robił to poprzez tworzenie par do ćwiczeń. Gdy jest ktoś obok nas poruszamy się radośniej, z większą chęcią do życia. Dużo trudniej obudzić ruch i życie w osobie mającej iść w stronę nie wiadomo czego. Pójście w kierunku drugiej osoby jest dodatkowym, pozytywnym bodźcem, który wpływa na poprawę stanu motorycznego seniorów.

 

Na stronie o Biodanzy czytamy również, że: „poprzez ekspresyjny ruch, specjalnie dobraną muzykę i spotkania w grupie wchodzimy w proces, który powoduje zmiany zarówno na poziomie fizjologicznym, jak i psychologicznym”. Czyli jakie są to np. zmiany?

Nie da się tego powiedzieć w kilku słowach. Są np. badania nad wpływem Biodanzy na poziom stresu. Systematyczne ćwiczenie Biodanzy zmienia w nas podejście do życia. Modyfikując podejście do życia wchodzimy w zupełnie inny wymiar który ma wiele wspólnego z psychosomatyką. Psychosomatycznie zmienia się w nas podejście do niektórych sytuacji przez co modyfikuje się także sposób w jaki pracuje nasze ciało.

Jeżeli chodzi o zmiany psychologiczne – mamy więcej ochoty do życia, jesteśmy spokojniejsi, obniża się nam ciśnienie krwi. W czasie zajęć Biodanzy produkują się różnego rodzaju neuroprzekaźniki, dzięki którym nasz organizm zaczyna inaczej reagować na pewne sytuacje życiowe. Dzięki temu, że czujemy rytm, emocje, kontakt z drugą osobą, pojawiają się zmiany fizjologiczne na poziomie systemu limbiczno-hipotalamicznego, neurowegetatywnego i hormonalnego. Są nimi między innymi: poprawienie jakości snu, poczucie większej energii, zwiększa się koncentracja, odczucie przyjemności przypominające stan zakochania, poprawia się  mobilność jelitowa, zwiększa produkcja płynów organicznych (ślina, łzy) itd.

Biodanza może być także formą rehabilitacji dla seniorów. Prosimy ich o wykonywanie ruchów, których normalnie nie robią. Biodanza dla osób zdrowych fizycznie jest rehabilitacją egzystencjalno-emocjonalną, jest po to, by  poczuć emocje. W przypadku osób mających problem z ruchem dochodzi rehabilitacja fizyczna. Ruchy które wykonujemy odbywają się przy udziale muzyki i ona jest dodatkowym impulsem do tego, aby np. zgiąć nogę. Ten ruch wypływa z emocji, więc dzięki temu jest bardziej naturalny, głęboki, ponieważ w momencie kiedy ruch wypływa z emocji zmienia się postrzeganie tego ruchu przez nasze ciało.

 

Czy wobec tego są inne ćwiczenia na ciało i inne na umysł?

Biodanza zajmuje się człowiekiem jako całością. Medycyna „odcina” poszczególne elementy; aby leczyć serce idziemy do kardiologa, aby leczyć nogę idziemy do ortopedy. Biodanza zajmuje się człowiekiem całościowo, jedno wpływa na drugie. Gdy lepiej się czuję, moje serce bije lepiej, mam większą ochotę na to, aby wykonać ruch, przez co wszystko przenosi się na kwestię motoryczną.

 

Czyli w zdrowym ciele zdrowy duch?

Dokładnie. My najpierw staramy się pobudzić rytm, aby zwiększyć impuls witalny i  zaprosić ludzi do tego, aby ośmielili się spojrzeć na otoczenie. Grupa jest bardzo ważna. Nauczyciela Biodanzy nazywa się facylitatorem, czyli ułatwiającym proces zachodzący w grupie; zaprasza do odkrycia w sobie potencjałów i możliwości, które już są obecne w każdym z nas. Te zajęcia są progresywne, zachowujemy cykliczność, jak w życiu. Rano wstajemy i co robimy? Pierwsza część dnia jest bardziej rytmiczna, mamy ochotę działać. Potem fizjologicznie wchodzimy w rozluźnienie, ponieważ druga część dnia spływa w stronę wieczoru, aby usnąć i rano znowu mieć siłę do życia. Takie są też zajęcia Biodanzy, najpierw jest witalność, potem zaczynamy uspokajać się, głaszczemy ręce itd.

 

Co w takim razie poleciłaby pani osobom które mają odwrotny rytm dnia: rano długo się rozkręcają, a pobudzają dopiero na wieczór?

Zaproponowałabym im dokładnie to samo, aby wróciły do cykliczności natury. Bo gdy cykliczność jest odwrócona, organizm działa nieprawidłowo. Ale Biodanza nie zajmuje się analizowaniem problemów, proponuje pozytywne rozwiązania. Z badań wynika, że pozytywne bodźcowanie powoduje, że organizm sam się przystosowuje do zdrowego wymiaru. Dlatego zamiast analizy problemu proponujemy zdrową sytuację powtarzając ją.

 

Zanany jest wpływ Biodanzy na osoby z chorobami otępiennymi?

 Nad wpływem Biodanzy na zdrowie prowadzone są badania na całym świecie. Rok po roku wychodzą nowe publikacje naukowe na podstawie badań przeprowadzanych na określonych grupach z tą samą charakterystyką chorobową. Tańce rytmiczne podnoszą poziom samopoczucia, które poprzez powtarzalność stabilizują humor i podnoszą jego jakość. Ćwiczenia płynności redukują progresywnie napięcie mięśni, ćwiczenia z witalności i propozycje interakcji pomiędzy uczestnikami grupy próbują uaktywnić centra motoryczne redukując bradykinezję. Ćwiczenia z głębokiej relaksacji produkują czasowe polepszenie stanów drżenia. Kontakt uczuciowy w grupie przywraca komunikację i wzmacnia świadomość własnej tożsamości, która jest poważnie zagrożona poprzez chorobę. W związku z tym zwiększa się wiara w siebie, poczcie własnej wartości, razem ze stopniowym wzrostem autonomii ruchu.

 

Czy Biodanza dla seniorów różni się od Biodanzy dla ludzi młodych?

Każda grupa wiekowa jest zupełnie inna. Ćwiczenia są takie same, koncept jest taki sam, metodologia jest taka sama. Po prostu w poszczególnych grupach stosujemy inne narzędzia do tego, aby osiągnąć ten sam cel. U osób starszych pobudza się bardziej przyjemność do życia, którą utracili z powodu mniejszych kontaktów towarzyskich. Pobudza się także kreatywność i witalność. Witalność aby dostali jeszcze trochę werwy, kreatywność aby szukali w życiu nowych rozwiązań i poczuli, że na tym etapie życia jest jeszcze mnóstwo możliwości. Pobudzamy to, co w tej fazie wiekowej mogłoby być trochę osłabione. Ale tak naprawdę na każdym etapie życia warto pobudzać witalność i przyjemność z życia.

 

Kto wobec tego powinien przyjść na zajęcia z Biodanzy?

Każdy. Biodanza to edukacja, edukacja do życia, a bardzo często reedukacja.

 

Jeśli ktoś się waha jak go pani zachęci?

Powiem: zaskocz sam siebie, spróbuj zrobić to, czego jeszcze nigdy nie robiłeś. Może życie cię jeszcze zdziwi i da nowe możliwości do których w tej chwili nawet nie docierasz?

 

O sobie

Agnieszka Sut, Certyfikowana Trenerka Biodanzy Systemu Rolando Toro.

Z Biodanzą związana od 2001 roku. Na co dzień prowadzi zajęcia w północnych Włoszech, gdzie mieszka na stałe. Od kilku lat proponuje regularne zajęcia w Polsce.

Więcej informacji na stronie: www.biodanza.com.pl

Biodanza została stworzona w latach 60- tych przez prof. Rolando Toro Aranedę (1924-2010) psychologa i antropologa. To człon dwóch wyrazów: „bios” z greckiego życie 
i „danza” rozumiana jako naturalny ruch pełen ekspresji.

Zajęcia z Biodanzy w sopockim Domu Pomocy Społecznej odbyły się 25 czerwca 2018 roku Mieszkańcy Domu za pomocą tańca i dotyku trenowali witalność, kreatywność, emocjonalność i bliskość z drugą osobą.

Prowadzącą była Agnieszka Sut, certyfikowana trenerka Biodanzy systemu Rolando Toro.

 

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Cuda na patykach, czyli ogród z krepy

Sopocki Dom Pomocy Społecznej zapełnił się kwiatami. Papierowe róże, słoneczniki, goździki, łubiny, maki i wiele innych sztucznych roślin wyszło spod rąk mieszkańców Domu. Za pomocą różnokolorowej krepy, nożyczek i patyków powstały ozdoby inspirowane wiejskim ogródkiem.

 

Na wszystkich dorosłych zajęcia z tworzenia kwiatów robią wrażenie – mówi Bogumiła Bednarek, prowadząca zajęcia. – Nawet mężczyźni siadają i wykonują papierowe ozdoby. Bibuła jest efektowna, szczególnie, jeśli widzimy kawałek papieru, a później gotowy kwiat. Bo kwiaty budzą sympatię, ludzie odruchowo je wąchają. To jest takie niesamowite, że coś co stworzyliśmy z kawałka bibuły może być takie realne. Papierowy kwiat można dodatkowo zanurzyć w wosku, wtedy na jego zapach nabierają się nawet owady. Moczenie w wosku pszczelim daje większą trwałość „rośliny”, wzmaga jej wytrzymałość na różne warunki atmosferyczne.

 

Wydawałoby się, że robienie kwiatów z krepy to domena zajęć plastycznych w szkole podstawowej.

 

Nieprawda. Zainteresowanie seniorów tworzeniem tego typu ozdób jest duże, ponieważ to nie tylko przyjemność, ale i ćwiczenie manualne oraz powrót do przeszłości – twierdzi Bogumiła Bednarek. – Wielokrotnie spotkałam się z tym, jak ludzie dorośli podczas zajęć przypominali sobie lata dzieciństwa. Pewna seniorka twierdziła, że nigdy nie wykonywała takich ozdób, a trakcie robótek przypomniała sobie, że robiła je w dzieciństwie, że tak wyglądała choinka przyozdobiona papierowymi kwiatami.

 

Bogumiła Bednarek zajmuje się głównie ludźmi dorosłymi. Współpracuje z grupą seniorów w Centrum Psychologiczno-Pastoralnym „Więź”.

 

Pracowałam wiele lat z muzeum etnograficznym we Wdzydzach prowadząc warsztaty z malowania na szkle, robiąc papierowe kwiaty i zajmując się haftem – opowiada plastyczka. – Kwiaty z bibuły miały wielkie powodzenie, ponieważ można je wykonywać w każdym wieku. To świetny sposób na spędzanie czasu przez seniorów.  Wszystkie prace manualne chronią przed demencją starczą. Jeśli ktoś tworzy to ma też nowe aspiracje, przypomina sobie stare czasy, np. takie, w których w wielu domach był ołtarzyk z figurką świętą. Te miejsca też były zdobione kwiatami, aureolkami z kwiatów, na ludowo. Pięknie to wyglądało.

 

Kiedyś papierowe kwiaty zazwyczaj były kładzione na groby albo upiększały przydrożne krzyże. Teraz moda na tego typu ozdoby wraca, ale w szerszym wydaniu.

 

Obecnie używam papierowych kwiatów do dekoracji sal ślubnych, na komunie i chrzty, dla młodej pary – tłumaczy Bogumiła Bednarek. – W latach 20. i 30. XX wieku bogate panny młode nosiły do ślubu właśnie sztuczne kwiaty. Teraz mam do wykonania projekt papierowej sukienki. Po okresie w którym królowały kwiaty plastikowe i materiałowe, papierowe ozdoby wracają do łask. Kwiaty z bibuły budzą większy szacunek, bo to twórczość artystyczna, to także coś innego, niż plastik i każdy może wykonać je sam. Papier jest naturalny, jest tworzony z drewna i nigdy nie będzie budził takiego odczucia jak coś, co jest plastikowe i sztuczne.

 

Zajęcia z robienia kwitów z krepy odbyły się 25 czerwca 2018 roku w Domu Pomocy Społecznej w Sopocie.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Urodziny miesiąca Maj 2018

W dniu 24.05.2018  świętowaliśmy urodziny majowych jubilatów. Piękna słoneczna pogoda pozwoliła nam na zorganizowanie przyjęcia w ogrodzie. Kiełbaska z grilla, w otoczeniu zieleni i wiosennych kwiatów, wspaniała muzyka porywająca do tańca wszystkich wprawiła w dobry humor.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

„Mam ten zawód we krwi”

W sopockim DPS pracuje od początków jego działalności, jako pielęgniarka 25 lat. Właśnie otrzymała Złoty Czepek – prestiżowe wyróżnienie w zawodzie pielęgniarskim.

To jest moja wymarzona praca, o której myślałam już jako mała dziewczynka – wspomina Maria Powązka, pielęgniarka z sopockiego Domu Pomocy Społecznej. – Pamiętam, że będąc w 7 klasie podstawówki wyciągałam mojej wychowawczyni zadrę z palca. Lubiłam robić takie rzeczy i one mi wychodziły. Ty chyba będziesz pielęgniarką? – zapytała mnie wtedy wychowawczyni. No oczywiście, że będę – odpowiedziałam. I nią zostałam.

Do szkoły pielęgniarskiej w Tomaszowie Lubelskim nie było łatwo się dostać.

Siedem osób na jedno miejsce – opowiada pani Maria. – Egzamin składał się z trzech części: pierwszą była praca w sali demonstracyjnej, druga polegała na badaniach lekarskich; jak ktoś np. miał płaskostopie to odpadał. Trzecią częścią był egzamin pisemny.

Po skończonej szkole Maria Powązka wyjechała do Szpitala Kolejowego w Lublinie.

To była bardzo nowoczesna, renomowana placówka. Tam na chirurgii spędziłam 16 lat. Uwielbiałam swoją pracę, choć nie było łatwo. Toczyłyśmy krew starymi metodami. To był ciężki oddział – wspomina pielęgniarka.

Gdy przeprowadziła się z Lublina do Gdyni postanowiła zrobić sobie przerwę ze względu na dzieci. Okrągłe 10 lat.

Powrót do zawodu zaczęłam od Caritasu. Wyjeżdżałam z dziećmi na kolonie, sporo pracowałam w wolontariacie, a także w Dziennym Domu Pomocy. I wtedy zainteresowałam się pracą w tego typu miejscu – opowiada pani Maria. – Pomyślałam, że mieszkańcy takiego domu są trochę wyrzuceni poza nawias, ale później przerobiłam sobie to w głowie i doszłam do wniosku, że takie placówki mają sens. Przecież taki stary i niedołężny człowiek musi gdzieś z godnością spędzić resztę życia. Niektórzy są samotni, wtedy my stajemy się dla nich rodziną.

W sopockim DPS jest od początku jego istnienia, czyli od 2010 roku.

W pamięci najbardziej zapadły mi te dni, kiedy zaczęli tu przybywać mieszkańcy. Pierwszą osobą, która tu zamieszkałą była pani Walentyna. Każdy do niej przychodził i pytał, czy czegoś jej potrzeba. „Dajcie mi spokój, nic nie chcę!” – opowiadając śmieje się Maria Powązka. – Zagłaskiwaliśmy ją, dosłownie. Później do pani Walentyny dołączył pan Henryk. Pamiętam ich, choć było to tyle lat temu. Gdy dom zaczął się zapełniać przybyło pracy. Nie jest lekko, ale dajemy radę.

Pytana o dobre momenty mówi, że wszystkie są dobre.

Zawsze lubiłam tu przychodzić, zawsze jest ciekawie. Nie potrafiłabym wyłuskać momentu, który chciałabym zaakcentować, choć pewnie było ich mnóstwo – zamyśla się pani Maria. – Ciężko jest, gdy ktoś odchodzi…

Maria Powązka sama o sobie mówi, że jest urodzoną pielęgniarką.

Nawet w nowym miejscu potrafiłam natychmiast się odnaleźć – twierdzi.- To jest to, ten mundurek, ta adrenalina. Mam ten zawód we krwi.

O Złotym Czepku z wrodzonej skromności mówi bardzo oszczędnie.

To bardzo przyjemna nagroda. Dla mnie to zwieńczenie mojej pracy. Na początku zastanawiałam się, czy na pewno na nią zasługuję. Ale chyba tak, skoro dziewczyny śmieją się ze mnie, że ja cała oddaję się pacjentom. Uważam, że to jest sens tej pracy. Albo być na 100 proc. albo zmienić zawód – twierdzi pani Maria.

Plany na przyszłość?

Emerytura – krótko podsumowuje Powązka. – Ale czy na pewno nie zetknę się już z pielęgniarstwem? Czas pokaże.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

DPS w Sopocie – oferta nakierowana na konkretne potrzeby

W sopockim Domu Pomocy Społecznej rozpoczął się cykl fizjoterapeutycznych spotkań na świeżym powietrzu. W ogrodzie placówki zebrało się kilkudziesięciu mieszkańców Domu, by wraz ze specjalistą wykonywać ćwiczenia dobrane do każdej z grup, a także indywidualnie do potrzeb.

U osób niepełnosprawnych na wózkach zawsze zaczynamy od rozgrzewki prowadzonej od góry do dołu lub odwrotnie – mówi Łukasz Wasil, fizjoterapeuta w sopockim DPS. – Aby poprawić krążenie, ćwiczenia musimy zaczynać od stawów małych, czyli krążenia nadgarstkami i kostkami stóp. To istotne w przypadku osób siedzących i narażonych na różnego rodzaju zakrzepy, czy zatory. Już samo ruszanie stawami uaktywnia pompę mięśniową co z kolei powoduje lepszą trofikę mięśni i przepływ krwi. U osób sprawnych mamy już dowolność w ćwiczeniach rozgrzewających. Mogą one odbywać się na leżąco, czy na stojąco, choć ta druga forma jest ciekawsza, bo ma więcej możliwości.

Oferta sopockiego DPS obejmuje ćwiczenia indywidualne lub dostosowane do grup. I tak osoby niepełnosprawne poruszające się na wózkach wzięły udział w ćwiczeniach poprawiających krążenie.

Po rozgrzewce sięgamy po sprzęty tj.: dyski sensomotoryczne, laski gimnastyczne, taśmy thera band, woreczki, czy piłki – wylicza Łukasz Wasil. – Stosujemy ćwiczenia izometryczne polegające na napinaniu mięśni bez zmiany pozycji stawów. Jedno z najpopularniejszych ćwiczeń w tym zakresie polega na włożeniu piłeczki między kolana i ściskaniu jej udami. W rezultacie mięśnie ud są napięte, a pozycja stawu niezmienna. Podobnie jest ze ściskaniem piłeczki między dłońmi. Co ważne, ćwiczenie izometryczne nie tylko napina mięśnie, lecz także odżywia stawy, ponieważ chrząstka stawowa odżywia się właśnie podczas nacisku.

Ponieważ osoby na wózkach większość czasu spędzają siedząc, wpływa to na zwiększenie ich wagi oraz obciążenie kręgosłupa. Mają też problemy z krążeniem, dlatego ważną kwestią są tu ćwiczenia oddechowe.

Osoba spędzająca czas w pozycji siedzącej pochylając się sprawia, że może mieć problem z dotlenieniem organizmu – zwraca uwagę fizjoterapeuta. – Ważne jest więc, aby rozciągać klatkę piersiową i ćwiczyć oddech. Wyprostowane ręce kierujemy do tyłu wykonując szybki wdech nosem rozciągając przy tym klatkę piersiową, po czym robimy długi wydech ustami, a ręce wracają do pozycji wyjściowej.

Grupie osób z chorobami otępiennymi fizjoterapeuta zaleca ćwiczenia aerobowe, czyli dostarczające organizmowi tlen.

To ćwiczenia których zadaniem jest sprawienie, aby serce pracowało intensywniej – mówi Łukasz Wasil. – Pompując więcej krwi dostarcza do ciała i mózgu więcej tlenu, co jest ważne w chorobach otępiennych. W tym przypadku można zastosować wiele ćwiczeń. Moją propozycją jest przyciągnięcie rąk do klatki piersiowej i prostowanie ich na zmianę, raz jednej, raz drugiej, jak w boksie. Istotne, by zwrócić uwagę na oddech. Błędem jest robienie ćwiczenia na jednym wdechu. Jednym z najlepszych sposobów na regularny oddech jest liczenie podczas ćwiczenia. Wtedy nie wstrzymujemy powietrza tylko oddychamy. Ćwiczenia dla ludzi z otępieniem często polegają na prostej zabawie. Może to być np. odbijanie plażowych piłek.

Sprawnym mieszkańcom DPS, a także Dziennego Domu Pomocy zaproponowano ćwiczenia poprawiające równowagę.

To np. ćwiczenia na stojąco zmniejszające podstawę podparcia – opowiada Łukasz Wasil. – Może to być stanie na jednej nodze przy jednoczesnym odwodzeniu drugiej lub chód po linii prostej, co sprawia że ćwiczący muszą pracować całym ciałem żeby utrzymać równowagę. Ćwiczenia można też wykonywać siedząc na dysku sensomotorycznym. W tak utrudnionej pozycji próbujemy prostować kolana jednocześnie utrzymując równowagę. Można też zginać kolana na zmianę. W wersji trudnej dodatkowo łapiemy piłkę. To ćwiczenie jednocześnie trenuje mięśnie głębokie stabilizujące tułów.

Grupie sprawnych mieszkańców zaproponowano również ćwiczenia stretchingowe, czyli rozciągające.

Łapiemy się czegoś, np. drabinki, prostujemy ramiona i stawy kolanowe i cofamy biodra jednocześnie robiąc skłon do przodu tyle, ile damy radę – opowiada fizjoterapeuta. – To świetne ćwiczenie rozciągające dla mięśni kulszowo-goleniowych, czyli tylnych ud. Oprócz tego że rozciągają, to zwiększają ruchomość w stawach barkowych. Pozwalają także utrzymać dobrą sprawność fizyczną, która wpływa na komfort życia i pozwala utrzymać ciało w dobrej kondycji na dłużej.

Niezależnie od grup związanych ze sprawnością, w każdej z nich można wykorzystać ćwiczenia samowspomagane.

W tym przypadku proponuję krótką laskę gimnastyczną. Przekładamy ją za plecami łapiąc przedmiot na dwóch końcach. Pociągając od dołu, ręka z góry pogłębia swój zakres i na odwrót. Pociągając jedną ręką trenujemy także drugą. Na koniec ćwiczeń warto dodać krótką zabawę, np odbijanie piłek i rzucanie woreczkami, co zwiększa podzielność uwagi i koordynację ruchową – podsumowuje Łukasz Wasil.

Fizjoterapia to bardzo obszerna dziedzina zajmująca się masażami, zabiegami fizykalnymi, kinezyterapią, a także ćwiczeniami dobieranymi indywidualnie. Dlatego w ofercie DPS można znaleźć m.in. rotorki umożliwiające rehabilitację nóg osób po udarach lub niepełnosprawnych ruchowo. Są także rowerki, bieżnia i tor do nauki chodu najczęściej używany u osób po udarze, gdy pacjent ma zaburzony schemat ciała i trzeba go od nowa nauczyć chodzić. Tor ma regulowaną wysokość dzięki czemu można utrudniać spacer osobie ćwiczącej prowokując ją do większego wysiłku.

Mamy też urządzenie zwane UGUL, czyli kabinę do ćwiczeń i zawieszeń – wylicza Łukasz Wasil. – Wzmacnia się tam mięśnie osłabionych kończyn, a dana osoba jest w stanie ćwiczyć ponosząc mniejszy koszt energetyczny. Dysponujemy również laserem niskoenergetycznym używanym przeważnie do regeneracji stawów kolanowych oraz kręgosłupów na odcinku lędźwiowym. Lubiany przez wszystkich zabieg to ultradźwięki na ostrogi piętowe i wszelkiego rodzaju ból, czy obrzęki: np. kolan. Zabieg zwiększa też ruchomość w stawach.

W ofercie sopockiego DPS znajdują się także lampy Solux i Bioptron.

Bioptron leczy wszelkiego rodzaju rany. Solux rozgrzewa, np. mięśnie napiętego karku. Używamy także urządzenia do drenażu limfatycznego. Zabieg kierowany jest do osób z obrzękami, np. po mastektomii mającymi problem ze zbierającą się limfą, ale także do wszelkiego rodzaju obrzęków, np. kończyn dolnych. Dysponujemy też polem magnetycznym sprawdzającym się podczas rehabilitacji po złamaniach; przyspiesza ono zrost kostny. Pomocne jest przy wszelkiego rodzaju urazach więzadeł, mięśni czy ścięgien – opowiada fizjoterapeuta.

W sopockim DPS indywidualne podejście do pacjenta to jednak nie tylko zabiegi fizjoterapeutyczne. To także oferta nakierowana na konkretne potrzeby. I tak od niedawna jeden z mieszkańców Domu może od nowa uczyć się chodzić przy pomocy protez nóg.

Najpierw zaczęliśmy od ćwiczeń: podciągania się na drążku oraz poręczach – opowiada fizjoterapeuta. – Na obecnym etapie używamy chodzika łokciowego. Protezy zakładamy co drugi dzień, czasami codziennie. Trudnością podczas rehabilitacji są przykurcze. Problem jest w wyproście stawów biodrowych. Rozluźniamy mięśnie odpowiadające za zgięcie w biodrach robiąc tzw. relaksację poizometryczną. Jednocześnie staramy się wzmocnić mięśnie pośladkowe. Jeśli pan będzie w stanie utrzymywać się w wyprostowanej pozycji, pójdziemy krok naprzód i spróbujemy chodu o balkoniku lub kulach.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Wyjazd do Parku Oliwskiego

We wtorek 26.06.2018 uczestnicy Dziennego Domu Pobytu wybrali się do Parku Oliwskiego. Przy słonecznej pogodzie spacerowaliśmy i podziwialiśmy piękne kompozycje kwiatowe.
Mamy nadzieję, że jeszcze nie raz tego lata pojedziemy w to urokliwe miejsce!

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Wolontariusze w DPS – Monika Różańska

Do DPS trafiłam jesienią 2017 roku. Impulsem była organizacja pokazu Scholi „Duszki” w której śpiewa moja córka. Gdy zobaczyłam tutejszych mieszkańców od razu poczułam, że chcę tu przychodzić. Miałam oczywiście wątpliwości, czy się zaaklimatyzuję, czy się przydam. Nie wiedziałam, co robić, niektórych osób – mających problemy z wymową – nie rozumiałam. Z czasem poczułam jednak, że umiem niektórych rozśmieszyć, zabawić, że niesie to ze sobą pozytywny oddźwięk. Dlatego co tydzień tu przyjeżdżam.
Teraz gramy razem w kości, w warcaby, śmiejemy się czasem tak, że brzuchy nas bolą. To banalne, co powiem, ale ten uśmiech mieszkańców jest dla mnie największą nagrodą.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Wolontariusze w DPS – Teresa Guzek

W DPS jestem od października 2017 roku. Przyszłam tu z własnej inicjatywy. Miałam dość trudny okres w życiu, wypadłam z życia zawodowego z powodu kraksy ulicznej, długo nie mogłam się w nic angażować ze względu na dolegliwości. Po czasie pomyślałam, że skoro nie mogę wrócić do pracy zawodowej, to mogę zrobić coś dobrego dla kogoś.

Pamiętam swój pierwszy dzień tutaj. Byłam potwornie spięta i zestresowana. Nie wiem, czym się stresowałam, nowością? Trudno mi chyba było przebić się przez samą siebie.

Od razu weszłam w grupę, co oznacza, że nie zajmowałam się jedną osobą. Obserwowałam mieszkańców i wymyśliłam sobie, że podejdę do kogoś kto czuje się tak samo niepewnie, jak ja. Trafiłam na panią Anię, która nie reagowała na nic, siedziała w kompletnej ciszy. I nagle na mnie krzyknęła: „Zostaw mnie w spokoju!” Oho! Pomyślałam sobie, że nie zawsze trzeba się narzucać. Później z czasem gdy obserwowałam otoczenie to widziałam, że są różni ludzie, potrzeba więc wyczucia. Zrozumiałam, że niektórzy są jak dzieci, trzeba do nich podejść inaczej.

Zdarzenie z panią Anią nie zniechęciło mnie jednak do wolontariatu, mam świadomość tego, że każdy człowiek jest inny. Przede wszystkim trzeba podchodzić z ciepłem, miłością, bez względu na to, czy ktoś fuknie, czy nie fuknie. Dziś już wiem, że czasem wystarczy po prostu razem pomilczeć, potrzymać za rękę. Nie trzeba nic wielkiego.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Wolontariusze w DPS – Elwira Dzierbicka

W DPS jestem od 4 lat. Zaprosiła mnie siostra Karolina, która kiedyś zajmowała się tu wolontariatem. Jestem pielęgniarką od 1956 roku, pomoc ludziom mam więc we krwi. Całe życie pomagałam i tak mi zostało.
Moje początki w DPS to odmawianie modlitwy z ciężko chorą kobietą, śpiewanie kolęd, po prostu wspólne spędzanie czasu.
Nigdy nie obawiałam się wolontariatu w takim miejscu, przecież całe życie spędziłam z chorymi.
Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że można pomóc drugiemu człowiekowi, zwykłą rozmową, potrzymaniem za rękę. I to działa, bo osoby do których przychodzę często się uśmiechają. Czuje się tu potrzebna.
Jak zachęciłabym do wolontariatu? Mówiąc, że są tu ludzie którzy czekają na wolontariuszy.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Wolontariusze w DPS – Magdalena Kaszubowska

Do DPS trafiłam na szkolenie z pierwszej pomocy. W wolontariacie działam niedługo, bo od września 2017 roku; wcześniej opiekowałam się babcią.
Początki w DPS były dla mnie ciężkie, ponieważ przyszłam tu po śmierci babci. Podczas odmawiania różańca z seniorami przypominałam ją sobie i pomimo cudownego przyjęcia w DPS zastanawiałam się, czy to na pewno jest miejsce dla mnie i czy sobie z tym poradzę. Teraz nie mam żadnych wątpliwości. Łączę wolontariat z pracą i wychowywaniem dzieci i to właśnie dzięki tutejszemu wolontariatowi zrozumiałam, że jeśli bardzo się czegoś chce, to można tak zmienić życie, żeby znaleźć na to czas.
Myślę, że tutejsi mieszkańcy doceniają mnie bardziej, niż na to zasługuję, bo nie robię tu nic szczególnego, a odczuwam z ich strony ogromną wdzięczność. To miłe, bo nie odbywa się to na zasadzie: „O, przychodzi wolontariuszka i musi mi pomóc”. Tu nic nie trzeba, tu wszystko dzieje się naturalnie.
Mój wolontariat z seniorami polega na tym, że robię to, na co mają ochotę. Z niektórymi układam puzzle, gram w gry planszowe, jeszcze innych zabieram np. na rynek do Sopotu, czy na festyn.
Uważam, że do wolontariatu w DPS nie trzeba zbytnio zachęcać. Z pewnością powinni przychodzić tu ludzie, którzy lubią starsze osoby, mają do nich serce i potrafią je zrozumieć.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Wolontariusze w DPS – Jadwiga Modelska

W DPS jestem od ponad 4 lat. W kościele św. Jerzego spotkałam siostrę Karolinę, która pewnego razu zaprosiła mnie do wolontariatu. Wybrałam sobie dzień, w którym mogłam przychodzić do DPS i tak się zaczęło.

Na początku opiekowałam się niewidomą, leżącą panią. Rozmawiałam z nią, odmawiałam różaniec, śpiewałyśmy religijne pieśni okolicznościowe. Z czasem, za sugestią osoby, która wtedy kierowała grupą mieszkańców, wraz z koleżanką Elwirą zaczęłam zajmować się grupą osób.

Największą trudnością na początku był dla mnie brak doświadczenia, rozpoznania który z pensjonariuszy czego potrzebuje, jakie ma możliwości, jak się do niego zwracać. Bo dziś np. jest w świetnym humorze, jutro może być w nastroju: „Nie podchodź do mnie”. Ale to rzadkość. Gdy do człowieka podchodzi się bardzo serdecznie, to 99 proc. przyjmuje to z życzliwością.

Najprzyjemniejsze są otwarte ramiona witające mnie, gdy wchodzę na salę. To jest wielka radość, że ktoś na mnie czeka.

Wolontariat to obustronna korzyść. To nie tylko postanowienie i mobilizacja, że wychodzę na zewnątrz, ale poczucie, że jestem potrzebna, że ktoś na mnie czeka. To radość i satysfakcja. Reakcja naszych seniorów cieszących się, gdy my wolontariusze do nich przychodzimy, to jest największa zachęta do wolontariatu.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Czwartkowa wycieczka mieszkańców sopockiego DPS.

14 czerwca 2018 roku seniorzy spacerowali po gdyńskim Skwerze Kościuszki.

Dyrektor Domu Agnieszka Cysewska dziękuje wolontariuszom za pomoc w organizacji wycieczki oraz w asystowaniu seniorom.

 

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

czerwcowe urodziny miesiąca

Czerwcowe urodziny miesiąca tym razem odbyły się pod znakiem mundialu. Piłkarskie sztuczki mieszkańcom sopockiego DPS zaprezentowali juniorzy klubu Arka Gdynia: Jakub, Oskar, Oliwier i Marcin.                                                                                                                                                                                       Wydarzenie miało miejsce w środę 13 czerwca 2018.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Każdy może być wolontariuszem, senior też

Dni Wolontariatu DPS to wydarzenie, które zdominowało kwiecień w sopockim Domu Pomocy Społecznej. Przez trzy dni odbywały się spotkania i rozmowy ze specjalistami przedstawiającymi różne punkty widzenia na temat wolontariatu.

Podczas pierwszego dnia rozmawiano o wolontariacie zagranicznym, drugiego o promocji wolontariatu w filmie. Trzeciego dnia odbyła się debata na temat polityki senioralnej w wolontariacie.

 

Agnieszka Buczyńska z Pomorskiego Centrum Wolontariatu w Gdańsku odpowiedziała na kluczowe pytanie: Czy senior może być wolontariuszem?

 

Każdy może być wolontariuszem – uważa Buczyńska. – Mówiąc o wolontariacie przeważnie myślimy o dawaniu, natomiast często jest tak, że udzielając się w wolontariacie bardzo dużo otrzymujemy. Można działać na rzecz drugiego człowieka, można działać na rzecz zwierzaków, bardzo często wolontariat można przypasować do swoich zainteresowań. Można komuś czytać, można udzielać się w Domu Sąsiedzkim, a lubiąc grać w karty założyć koło brydżowe. Wolontariuszem może być każdy, bez względu na wiek, natomiast powiem szczerze, że było nam bardzo ciężko zainteresować wolontariatem seniorów.

 

Wszystko zaczęło się od pana Wiesława z Gdańska, który do Centrum Wolontariatu przyszedł z własną inicjatywą.

 

Postanowił robić drobne naprawy dla seniorek ze swojej dzielnicy – opowiada Buczyńska. – Potrzebował jednak narzędzi, aby te prace wykonywać, więc z Gdańskiego Funduszu Senioralnego  otrzymał pieniądze na ich zakup.

 

Gdański Fundusz Senioralny to projekt mający na celu aktywizację społeczną oraz integrację środowiska seniorów. Tylko podczas II edycji programu łącznie przyznano 15 500 zł na 31 zgłoszonych wniosków, czyli po 500 zł na pomysł.

 

Na spotkaniu padło jednak pytanie, czy seniorowi potrzebna jest tego typu aktywność? Przecież mógłby „na stare lata” odpocząć i nie robić już nic.

 

Pamiętam, że moja babcia stale zajmowała się wnukami – mówi Buczyńska. – W moim otoczeniu często były wielopokoleniowe rodziny, mieszkało się z rodzicami i dziadkami, więc ta aktywność była niejako wpisana w życie seniorów. Teraz jest trochę inaczej. Całe rodziny wyjeżdżają za granicę, a dziadkowie zostają. Teraz często tę aktywność dla seniorów trzeba stwarzać. Niektórzy nie mają w sobie takiego wewnętrznego operatywu, widzę to po funduszu senioralnym. Gdy zaczynaliśmy zawsze przychodzili ci sami seniorzy, z czasem liczba liderów z dziesięciu zmieniła się na kilkudziesięciu. Jedni przyciągali drugich. Jednak trzeba mieć w sobie jakąś chęć do ciągłej aktywności.

 

Zdaniem Anny Butrym ze Stowarzyszenia „Waga”, aktywność dla seniora to jak deszcz dla rośliny.

 

Przełamujemy schematy, walczymy ze stereotypami, dajemy seniorom siłę i oni to pokazują swoim działaniem, zachowaniem. Mówią: „jestem tu, odważny, pełna energii i pozytywnego nastawienia” – mówi Butrym na co dzień udzielająca się w Domu Seniora na Biskupiej Górce. – Obalamy mit, że seniorzy to osoby wycofane. To jest tak pozytywne, że coś się jednak chce, że seniorzy chcą działać, chcą coś robić! Mnie to bardzo cieszy. Bo cóż, pozamykamy się w domach i co? Nie trzeba siedzieć przed telewizorem, z drutami. Jest sporo akcji, które integrują. To jest właśnie wyjście do ludzi.

 

Podczas dyskusji zastanawiano się także, czy dzisiejsi seniorzy są podobni do tych sprzed 20–30 lat, czy raczej dziś senior to osoba idąca z trendami i szukająca pomysłu na siebie poprzez aktywne spędzanie czasu? Zdaniem Michała Kubiaka, adiunkta Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego mamy dziś do czynienia ze zmieniającym się charakterem potrzeb seniorów.

 

Z jednej strony szczególnie w aspekcie lepszej dbałości o zdrowie związane z wyższym poziomem wykształcenia i większą świadomością zdrowotną (wśród młodszych seniorów tzw. young old), ale z drugiej strony ze wzrostem udziału w populacji ludzi sędziwych (tzw. old old) i związaną z tym potrzebą o charakterze zdrowotnym i opiekuńczym – uważa Kubiak. – Powoli ewoluuje wśród seniorów świadomość dotycząca skuteczności udzielania się w różnych przedsięwzięciach o charakterze społecznym i istnieje duży niezagospodarowany potencjał. Wyższy poziom zadowolenia z życia mają seniorzy aktywni.

 

Kubiak przybliżył także temat aktywnego i zdrowego starzenia się. Czy wolontariat się w to wpisuje?

 

Aktywność społeczna seniorów jest jedną z bardzo pożądanych form ich aktywności – mówi Kubiak. – Od seniorów oczekuje się aktywnej postawy przy wyborze sposobu spędzania czasu, przy czym aktywność ta ma służyć rozwojowi seniora, poprawie jego kondycji i wzmocnieniu pozycji społecznej. Do najważniejszych form aktywności społecznej seniorów należy ich zaangażowanie w sprawy lokalnej społeczności oraz działania różnych organizacji np. upowszechniających wiedzę, hobbystycznych, religijnych. W tę ideę wspaniale wpisuje się również wolontariat. Dzięki takiej działalności seniorzy mogą zaspokajać naturalną potrzebę aktywności i pozytywny wpływ społeczny oferując swój czas i zaangażowanie,  co daje szanse na dodatkowe kontakty, a niejednokrotnie  i rozwijanie zainteresowań.

 

Podczas trzeciego Dnia Wolontariatu sporo emocji wzbudziła wypowiedź wieloletniej wolontariuszki sopockiego DPS pani Jadwigi Modelskiej.

 

Mam 80 lat, chodzę po ulicy z laseczką i daję radę – zapewnia Jadwiga Modelska. – Ten dom jest wyjątkowy. Tu jak się wchodzi, to nie ma zapachu starości, choroby. Ten dom pachnie i jaśnieje. Wszystkie potrzeby fizyczne mieszkańców są absolutnie zabezpieczone. Natomiast oczywistą sprawą jest, że personel nie jest w stanie poświęcić tyle uwagi, ile każdy z pensjonariuszy mógłby chcieć. I po to jesteśmy my, wolontariusze. Nieważne, ile mamy czasu, czy 30 minut raz w tygodniu, czy godzinkę, czy dwie. To jest nie tylko przyjemność i dar dla seniorów, ale także dla mnie, wolontariuszki. Bo ja tu wchodzę i ktoś na mnie czeka, ktoś wyciąga do mnie ręce i mówi „dzień dobry”. To jest dla mnie nagroda. Mój wolontariat polega na tym, żeby wysłuchać taką osobę, która albo nie ma rodziny, albo jest ona rozsiana po Polsce, za granicą. My wolontariusze jesteśmy do przytulenia, do potrzymania za rękę, wysłuchania, rozwiązania krzyżówki, czy odmówienia różańca. I to jest nasza rola. Nie miejcie obaw przychodząc do wolontariatu.

 

 

Dni Wolontariatu Domu Pomocy Społecznej w Sopocie odbyły się w dniach 24, 25 i 26 kwietnia 2018 roku.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Zatrzymać się w pędzie i pomóc

Sopocki Dom Pomocy Społecznej ma za sobą pierwsze w swojej historii Dni Wolontariatu DPS.

Podczas trzech spotkań, które odbyły się na terenie Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sopocie, Sopoteki oraz w samym DPS, poruszono tematykę wolontariatu zagranicznego, promocji wolontariatu poprzez film oraz rozmawiano o tym, jak do wolontariatu zachęcić seniorów.

Pierwszy dzień omawiał tematykę wolontariatu zagranicznego. Drugi odbył się pod egidą filmów promujących wolontariat, a także rozmów o wolontariacie opiekuńczym.

 

Sopocki DPS zaprezentował film: „Happy Senior”.

 

Film, a właściwie teledysk, powstał na potrzeby wydarzenia, które organizujemy 1 października; jest to Międzynarodowy Dzień Osób Starszych – opowiada Magdalena Kowalczys, v-ce dyrektor DPS w Sopocie. – Święto zostało ustanowione po to, aby mówić o seniorach i obalać pewne schematy. My również postanowiliśmy mieć w tym swój udział. Chcieliśmy zburzyć stereotyp domu pomocy społecznej, negatywne opinie na ten temat. Wszystko we współpracy z ludźmi, którzy tu mieszkają lub korzystają z Dziennego Domu Pobytu.

 

Najpierw były konsultacje z seniorami, czyli potocznie mówiąc burza mózgów. Później kręcenie filmu i jego montaż. Efekt końcowy przerósł najśmielsze oczekiwania.

 

Film był pokazywany w TVN, w telewizji POLSAT, w Teleexpressie, w Internecie – wylicza Magdalena Kowalczys. – Byliśmy chyba we wszystkich stacjach w Polsce. A na koniec film przyciągnął do nas nowych wolontariuszy, czyli spełnił swoją rolę. Cel został osiągnięty, było o nas głośno i to w samych superlatywach.

 

Na temat promocji wolontariatu w filmie wypowiedziała się producentka filmowa Renata Kołacz, która na spotkaniu przedstawiła zwiastun swojego materiału o misjonarzu ze Sri lanki.

 

Na Sri Lankę jechaliśmy w celu nakręcenia zupełnie innego filmu, ale wszędzie gdzie się pojawialiśmy i słyszano, że jesteśmy z Polski , wciąż mówiono o jakimś ojcu Cierpce – opowiada Kołacz. – Zaczęliśmy się zastanawiać, kim ten człowiek jest? Wróciliśmy do Polski i musieliśmy podjąć decyzję: który film robimy? Zaczęłam szukać wiadomości o ojcu Cierpce. W 1982 roku zmarł, trudno więc było dotrzeć do jakichkolwiek materiałów, ale Prokura Misyjna z Poznania udostępniła mi jego 80 listów. Na tej podstawie zbudowaliśmy cały scenariusz filmu o Polaku, który ponad pół wieku poświęcił swoje życie mieszkańcom Sri Lanki.

 

Zdaniem Renaty Kołacz wolontariat jest potrzebny w każdej dziedzinie życia.

 

Czegokolwiek byśmy nie robili – twierdzi wolontariuszka. – A jeżeli robimy coś z serca to pojawiają się ludzie, którzy podobnie myślą i czują. Z takiej małej kulki śnieżnej robi się śnieżna kula pomocy. Czego nauczyłam się podczas pracy nad filmem? Że człowiek nawet w pojedynkę może wiele zdziałać nie oglądając się na struktury. W świecie popularne jest powiedzenie, że czas to pieniądz. Wolontariat na tym się nie opiera, tam nie liczy się kasa; to dar serca, który naprawdę procentuje.

 

Na spotkaniu nie zabrakło także akcentu młodzieżowego. Film wyprodukowany wraz z kolegami przedstawił nastoletni Michał Cysewski.

 

Do wolontariatu namówiła mnie mama – twierdzi młody człowiek. – Film zrobiłem z kolegami, którzy chcieli zapunktować podczas startu do szkoły średniej, jednak, co ciekawe, na tym nie poprzestali. Wzięli później udział w Dniach Seniora w DPS, udzielali się  wolontariacie na terenie Domu, ale najbardziej wciągnęły ich zbiórki żywności dla potrzebujących. I tak niektórzy robią to do dziś.

 

Spot promujący kampanię dotyczącą wolontariatu opiekuńczego przedstawiła Fundacja Hospicyjna z Gdańska.

 

To duża satysfakcja móc wziąć udział w takim przedsięwzięciu filmowym zwłaszcza, że się udało – uważa Ryszard Ronczewski, aktor który w produkcji zagrał osobę leżącą i wymagającą opieki. – W czasie kręcenia było widać, że to ma sens. Imponującą rzeczą jest fakt, że coraz więcej ludzi garnie się do wolontariatu i to jest piękne, bo jest na pewno duża potrzeba pomocy. Faktem jest też, że dziś pośpiech jest dążeniem do czegoś. Tego ja nie pamiętam z czasów swojej młodości. Wydaje mi się, że dziś trzeba kształcić w sobie świadomość pomocy tym, którzy obok nas żyją i są straszliwie bezsilni, samotni. Samotność to jest coś, czego nie życzę nikomu. I tę samotność możemy u kogoś zahamować wolontariatem.

 

Anna Janowicz, prezes Fundacji Hospicyjnej z Gdańska wspomniała, że kiedyś mówiło się o pracach społecznych, stąd idea wolontariatu została spaczona.

 

Na szczęście dziś wracamy do idei wolontariatu – twierdzi Janowicz. – Ważne też, żeby pokazać, że wrażliwość nie jest oznaką słabości, ale zaletą. Warto przyhamować w życiu i nawiązywać relacje z ludźmi.

 

Życzę wam tego, żebyście potrafili zatrzymać się w pędzie i odetchnąć. Zobaczyć, że latem motyle latają, a jesienią spadają złote liście – dodaje Ryszard Ronczewski. – Warto zwrócić na to uwagę. Ale warto też pamiętać, że gdzieś pod tymi przyrodniczymi znakami są ludzie, którzy wymagają naszej opieki.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Relacja z międzynarodowej wystawy „ Świat Storczyków”

18 maja 2018 w piątek wybraliśmy się na sopocki Hipodrom gdzie odbywała się międzynarodowa wystawa „ Świat Storczyków”. Podziwialiśmy niecodzienne aranżacje storczyków, roślin owadożernych, żywych kamieni, kaktusów, oplątw, skrętników, hoi  z całego świata .Wystawa zachwyciła naszych seniorów. Na pewno za rok tam wrócimy.