#Przejdź do treści strony
Pomoc w czytaniu:
Dom Pomocy Społecznej
Aktualności
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Wolontariusze w DPS – Teresa Guzek

W DPS jestem od października 2017 roku. Przyszłam tu z własnej inicjatywy. Miałam dość trudny okres w życiu, wypadłam z życia zawodowego z powodu kraksy ulicznej, długo nie mogłam się w nic angażować ze względu na dolegliwości. Po czasie pomyślałam, że skoro nie mogę wrócić do pracy zawodowej, to mogę zrobić coś dobrego dla kogoś.

Pamiętam swój pierwszy dzień tutaj. Byłam potwornie spięta i zestresowana. Nie wiem, czym się stresowałam, nowością? Trudno mi chyba było przebić się przez samą siebie.

Od razu weszłam w grupę, co oznacza, że nie zajmowałam się jedną osobą. Obserwowałam mieszkańców i wymyśliłam sobie, że podejdę do kogoś kto czuje się tak samo niepewnie, jak ja. Trafiłam na panią Anię, która nie reagowała na nic, siedziała w kompletnej ciszy. I nagle na mnie krzyknęła: „Zostaw mnie w spokoju!” Oho! Pomyślałam sobie, że nie zawsze trzeba się narzucać. Później z czasem gdy obserwowałam otoczenie to widziałam, że są różni ludzie, potrzeba więc wyczucia. Zrozumiałam, że niektórzy są jak dzieci, trzeba do nich podejść inaczej.

Zdarzenie z panią Anią nie zniechęciło mnie jednak do wolontariatu, mam świadomość tego, że każdy człowiek jest inny. Przede wszystkim trzeba podchodzić z ciepłem, miłością, bez względu na to, czy ktoś fuknie, czy nie fuknie. Dziś już wiem, że czasem wystarczy po prostu razem pomilczeć, potrzymać za rękę. Nie trzeba nic wielkiego.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Wolontariusze w DPS – Elwira Dzierbicka

W DPS jestem od 4 lat. Zaprosiła mnie siostra Karolina, która kiedyś zajmowała się tu wolontariatem. Jestem pielęgniarką od 1956 roku, pomoc ludziom mam więc we krwi. Całe życie pomagałam i tak mi zostało.
Moje początki w DPS to odmawianie modlitwy z ciężko chorą kobietą, śpiewanie kolęd, po prostu wspólne spędzanie czasu.
Nigdy nie obawiałam się wolontariatu w takim miejscu, przecież całe życie spędziłam z chorymi.
Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że można pomóc drugiemu człowiekowi, zwykłą rozmową, potrzymaniem za rękę. I to działa, bo osoby do których przychodzę często się uśmiechają. Czuje się tu potrzebna.
Jak zachęciłabym do wolontariatu? Mówiąc, że są tu ludzie którzy czekają na wolontariuszy.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Wolontariusze w DPS – Magdalena Kaszubowska

Do DPS trafiłam na szkolenie z pierwszej pomocy. W wolontariacie działam niedługo, bo od września 2017 roku; wcześniej opiekowałam się babcią.
Początki w DPS były dla mnie ciężkie, ponieważ przyszłam tu po śmierci babci. Podczas odmawiania różańca z seniorami przypominałam ją sobie i pomimo cudownego przyjęcia w DPS zastanawiałam się, czy to na pewno jest miejsce dla mnie i czy sobie z tym poradzę. Teraz nie mam żadnych wątpliwości. Łączę wolontariat z pracą i wychowywaniem dzieci i to właśnie dzięki tutejszemu wolontariatowi zrozumiałam, że jeśli bardzo się czegoś chce, to można tak zmienić życie, żeby znaleźć na to czas.
Myślę, że tutejsi mieszkańcy doceniają mnie bardziej, niż na to zasługuję, bo nie robię tu nic szczególnego, a odczuwam z ich strony ogromną wdzięczność. To miłe, bo nie odbywa się to na zasadzie: „O, przychodzi wolontariuszka i musi mi pomóc”. Tu nic nie trzeba, tu wszystko dzieje się naturalnie.
Mój wolontariat z seniorami polega na tym, że robię to, na co mają ochotę. Z niektórymi układam puzzle, gram w gry planszowe, jeszcze innych zabieram np. na rynek do Sopotu, czy na festyn.
Uważam, że do wolontariatu w DPS nie trzeba zbytnio zachęcać. Z pewnością powinni przychodzić tu ludzie, którzy lubią starsze osoby, mają do nich serce i potrafią je zrozumieć.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Wolontariusze w DPS – Jadwiga Modelska

W DPS jestem od ponad 4 lat. W kościele św. Jerzego spotkałam siostrę Karolinę, która pewnego razu zaprosiła mnie do wolontariatu. Wybrałam sobie dzień, w którym mogłam przychodzić do DPS i tak się zaczęło.

Na początku opiekowałam się niewidomą, leżącą panią. Rozmawiałam z nią, odmawiałam różaniec, śpiewałyśmy religijne pieśni okolicznościowe. Z czasem, za sugestią osoby, która wtedy kierowała grupą mieszkańców, wraz z koleżanką Elwirą zaczęłam zajmować się grupą osób.

Największą trudnością na początku był dla mnie brak doświadczenia, rozpoznania który z pensjonariuszy czego potrzebuje, jakie ma możliwości, jak się do niego zwracać. Bo dziś np. jest w świetnym humorze, jutro może być w nastroju: „Nie podchodź do mnie”. Ale to rzadkość. Gdy do człowieka podchodzi się bardzo serdecznie, to 99 proc. przyjmuje to z życzliwością.

Najprzyjemniejsze są otwarte ramiona witające mnie, gdy wchodzę na salę. To jest wielka radość, że ktoś na mnie czeka.

Wolontariat to obustronna korzyść. To nie tylko postanowienie i mobilizacja, że wychodzę na zewnątrz, ale poczucie, że jestem potrzebna, że ktoś na mnie czeka. To radość i satysfakcja. Reakcja naszych seniorów cieszących się, gdy my wolontariusze do nich przychodzimy, to jest największa zachęta do wolontariatu.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Czwartkowa wycieczka mieszkańców sopockiego DPS.

14 czerwca 2018 roku seniorzy spacerowali po gdyńskim Skwerze Kościuszki.

Dyrektor Domu Agnieszka Cysewska dziękuje wolontariuszom za pomoc w organizacji wycieczki oraz w asystowaniu seniorom.

 

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

czerwcowe urodziny miesiąca

Czerwcowe urodziny miesiąca tym razem odbyły się pod znakiem mundialu. Piłkarskie sztuczki mieszkańcom sopockiego DPS zaprezentowali juniorzy klubu Arka Gdynia: Jakub, Oskar, Oliwier i Marcin.                                                                                                                                                                                       Wydarzenie miało miejsce w środę 13 czerwca 2018.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Każdy może być wolontariuszem, senior też

Dni Wolontariatu DPS to wydarzenie, które zdominowało kwiecień w sopockim Domu Pomocy Społecznej. Przez trzy dni odbywały się spotkania i rozmowy ze specjalistami przedstawiającymi różne punkty widzenia na temat wolontariatu.

Podczas pierwszego dnia rozmawiano o wolontariacie zagranicznym, drugiego o promocji wolontariatu w filmie. Trzeciego dnia odbyła się debata na temat polityki senioralnej w wolontariacie.

 

Agnieszka Buczyńska z Pomorskiego Centrum Wolontariatu w Gdańsku odpowiedziała na kluczowe pytanie: Czy senior może być wolontariuszem?

 

Każdy może być wolontariuszem – uważa Buczyńska. – Mówiąc o wolontariacie przeważnie myślimy o dawaniu, natomiast często jest tak, że udzielając się w wolontariacie bardzo dużo otrzymujemy. Można działać na rzecz drugiego człowieka, można działać na rzecz zwierzaków, bardzo często wolontariat można przypasować do swoich zainteresowań. Można komuś czytać, można udzielać się w Domu Sąsiedzkim, a lubiąc grać w karty założyć koło brydżowe. Wolontariuszem może być każdy, bez względu na wiek, natomiast powiem szczerze, że było nam bardzo ciężko zainteresować wolontariatem seniorów.

 

Wszystko zaczęło się od pana Wiesława z Gdańska, który do Centrum Wolontariatu przyszedł z własną inicjatywą.

 

Postanowił robić drobne naprawy dla seniorek ze swojej dzielnicy – opowiada Buczyńska. – Potrzebował jednak narzędzi, aby te prace wykonywać, więc z Gdańskiego Funduszu Senioralnego  otrzymał pieniądze na ich zakup.

 

Gdański Fundusz Senioralny to projekt mający na celu aktywizację społeczną oraz integrację środowiska seniorów. Tylko podczas II edycji programu łącznie przyznano 15 500 zł na 31 zgłoszonych wniosków, czyli po 500 zł na pomysł.

 

Na spotkaniu padło jednak pytanie, czy seniorowi potrzebna jest tego typu aktywność? Przecież mógłby „na stare lata” odpocząć i nie robić już nic.

 

Pamiętam, że moja babcia stale zajmowała się wnukami – mówi Buczyńska. – W moim otoczeniu często były wielopokoleniowe rodziny, mieszkało się z rodzicami i dziadkami, więc ta aktywność była niejako wpisana w życie seniorów. Teraz jest trochę inaczej. Całe rodziny wyjeżdżają za granicę, a dziadkowie zostają. Teraz często tę aktywność dla seniorów trzeba stwarzać. Niektórzy nie mają w sobie takiego wewnętrznego operatywu, widzę to po funduszu senioralnym. Gdy zaczynaliśmy zawsze przychodzili ci sami seniorzy, z czasem liczba liderów z dziesięciu zmieniła się na kilkudziesięciu. Jedni przyciągali drugich. Jednak trzeba mieć w sobie jakąś chęć do ciągłej aktywności.

 

Zdaniem Anny Butrym ze Stowarzyszenia „Waga”, aktywność dla seniora to jak deszcz dla rośliny.

 

Przełamujemy schematy, walczymy ze stereotypami, dajemy seniorom siłę i oni to pokazują swoim działaniem, zachowaniem. Mówią: „jestem tu, odważny, pełna energii i pozytywnego nastawienia” – mówi Butrym na co dzień udzielająca się w Domu Seniora na Biskupiej Górce. – Obalamy mit, że seniorzy to osoby wycofane. To jest tak pozytywne, że coś się jednak chce, że seniorzy chcą działać, chcą coś robić! Mnie to bardzo cieszy. Bo cóż, pozamykamy się w domach i co? Nie trzeba siedzieć przed telewizorem, z drutami. Jest sporo akcji, które integrują. To jest właśnie wyjście do ludzi.

 

Podczas dyskusji zastanawiano się także, czy dzisiejsi seniorzy są podobni do tych sprzed 20–30 lat, czy raczej dziś senior to osoba idąca z trendami i szukająca pomysłu na siebie poprzez aktywne spędzanie czasu? Zdaniem Michała Kubiaka, adiunkta Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego mamy dziś do czynienia ze zmieniającym się charakterem potrzeb seniorów.

 

Z jednej strony szczególnie w aspekcie lepszej dbałości o zdrowie związane z wyższym poziomem wykształcenia i większą świadomością zdrowotną (wśród młodszych seniorów tzw. young old), ale z drugiej strony ze wzrostem udziału w populacji ludzi sędziwych (tzw. old old) i związaną z tym potrzebą o charakterze zdrowotnym i opiekuńczym – uważa Kubiak. – Powoli ewoluuje wśród seniorów świadomość dotycząca skuteczności udzielania się w różnych przedsięwzięciach o charakterze społecznym i istnieje duży niezagospodarowany potencjał. Wyższy poziom zadowolenia z życia mają seniorzy aktywni.

 

Kubiak przybliżył także temat aktywnego i zdrowego starzenia się. Czy wolontariat się w to wpisuje?

 

Aktywność społeczna seniorów jest jedną z bardzo pożądanych form ich aktywności – mówi Kubiak. – Od seniorów oczekuje się aktywnej postawy przy wyborze sposobu spędzania czasu, przy czym aktywność ta ma służyć rozwojowi seniora, poprawie jego kondycji i wzmocnieniu pozycji społecznej. Do najważniejszych form aktywności społecznej seniorów należy ich zaangażowanie w sprawy lokalnej społeczności oraz działania różnych organizacji np. upowszechniających wiedzę, hobbystycznych, religijnych. W tę ideę wspaniale wpisuje się również wolontariat. Dzięki takiej działalności seniorzy mogą zaspokajać naturalną potrzebę aktywności i pozytywny wpływ społeczny oferując swój czas i zaangażowanie,  co daje szanse na dodatkowe kontakty, a niejednokrotnie  i rozwijanie zainteresowań.

 

Podczas trzeciego Dnia Wolontariatu sporo emocji wzbudziła wypowiedź wieloletniej wolontariuszki sopockiego DPS pani Jadwigi Modelskiej.

 

Mam 80 lat, chodzę po ulicy z laseczką i daję radę – zapewnia Jadwiga Modelska. – Ten dom jest wyjątkowy. Tu jak się wchodzi, to nie ma zapachu starości, choroby. Ten dom pachnie i jaśnieje. Wszystkie potrzeby fizyczne mieszkańców są absolutnie zabezpieczone. Natomiast oczywistą sprawą jest, że personel nie jest w stanie poświęcić tyle uwagi, ile każdy z pensjonariuszy mógłby chcieć. I po to jesteśmy my, wolontariusze. Nieważne, ile mamy czasu, czy 30 minut raz w tygodniu, czy godzinkę, czy dwie. To jest nie tylko przyjemność i dar dla seniorów, ale także dla mnie, wolontariuszki. Bo ja tu wchodzę i ktoś na mnie czeka, ktoś wyciąga do mnie ręce i mówi „dzień dobry”. To jest dla mnie nagroda. Mój wolontariat polega na tym, żeby wysłuchać taką osobę, która albo nie ma rodziny, albo jest ona rozsiana po Polsce, za granicą. My wolontariusze jesteśmy do przytulenia, do potrzymania za rękę, wysłuchania, rozwiązania krzyżówki, czy odmówienia różańca. I to jest nasza rola. Nie miejcie obaw przychodząc do wolontariatu.

 

 

Dni Wolontariatu Domu Pomocy Społecznej w Sopocie odbyły się w dniach 24, 25 i 26 kwietnia 2018 roku.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Zatrzymać się w pędzie i pomóc

Sopocki Dom Pomocy Społecznej ma za sobą pierwsze w swojej historii Dni Wolontariatu DPS.

Podczas trzech spotkań, które odbyły się na terenie Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sopocie, Sopoteki oraz w samym DPS, poruszono tematykę wolontariatu zagranicznego, promocji wolontariatu poprzez film oraz rozmawiano o tym, jak do wolontariatu zachęcić seniorów.

Pierwszy dzień omawiał tematykę wolontariatu zagranicznego. Drugi odbył się pod egidą filmów promujących wolontariat, a także rozmów o wolontariacie opiekuńczym.

 

Sopocki DPS zaprezentował film: „Happy Senior”.

 

Film, a właściwie teledysk, powstał na potrzeby wydarzenia, które organizujemy 1 października; jest to Międzynarodowy Dzień Osób Starszych – opowiada Magdalena Kowalczys, v-ce dyrektor DPS w Sopocie. – Święto zostało ustanowione po to, aby mówić o seniorach i obalać pewne schematy. My również postanowiliśmy mieć w tym swój udział. Chcieliśmy zburzyć stereotyp domu pomocy społecznej, negatywne opinie na ten temat. Wszystko we współpracy z ludźmi, którzy tu mieszkają lub korzystają z Dziennego Domu Pobytu.

 

Najpierw były konsultacje z seniorami, czyli potocznie mówiąc burza mózgów. Później kręcenie filmu i jego montaż. Efekt końcowy przerósł najśmielsze oczekiwania.

 

Film był pokazywany w TVN, w telewizji POLSAT, w Teleexpressie, w Internecie – wylicza Magdalena Kowalczys. – Byliśmy chyba we wszystkich stacjach w Polsce. A na koniec film przyciągnął do nas nowych wolontariuszy, czyli spełnił swoją rolę. Cel został osiągnięty, było o nas głośno i to w samych superlatywach.

 

Na temat promocji wolontariatu w filmie wypowiedziała się producentka filmowa Renata Kołacz, która na spotkaniu przedstawiła zwiastun swojego materiału o misjonarzu ze Sri lanki.

 

Na Sri Lankę jechaliśmy w celu nakręcenia zupełnie innego filmu, ale wszędzie gdzie się pojawialiśmy i słyszano, że jesteśmy z Polski , wciąż mówiono o jakimś ojcu Cierpce – opowiada Kołacz. – Zaczęliśmy się zastanawiać, kim ten człowiek jest? Wróciliśmy do Polski i musieliśmy podjąć decyzję: który film robimy? Zaczęłam szukać wiadomości o ojcu Cierpce. W 1982 roku zmarł, trudno więc było dotrzeć do jakichkolwiek materiałów, ale Prokura Misyjna z Poznania udostępniła mi jego 80 listów. Na tej podstawie zbudowaliśmy cały scenariusz filmu o Polaku, który ponad pół wieku poświęcił swoje życie mieszkańcom Sri Lanki.

 

Zdaniem Renaty Kołacz wolontariat jest potrzebny w każdej dziedzinie życia.

 

Czegokolwiek byśmy nie robili – twierdzi wolontariuszka. – A jeżeli robimy coś z serca to pojawiają się ludzie, którzy podobnie myślą i czują. Z takiej małej kulki śnieżnej robi się śnieżna kula pomocy. Czego nauczyłam się podczas pracy nad filmem? Że człowiek nawet w pojedynkę może wiele zdziałać nie oglądając się na struktury. W świecie popularne jest powiedzenie, że czas to pieniądz. Wolontariat na tym się nie opiera, tam nie liczy się kasa; to dar serca, który naprawdę procentuje.

 

Na spotkaniu nie zabrakło także akcentu młodzieżowego. Film wyprodukowany wraz z kolegami przedstawił nastoletni Michał Cysewski.

 

Do wolontariatu namówiła mnie mama – twierdzi młody człowiek. – Film zrobiłem z kolegami, którzy chcieli zapunktować podczas startu do szkoły średniej, jednak, co ciekawe, na tym nie poprzestali. Wzięli później udział w Dniach Seniora w DPS, udzielali się  wolontariacie na terenie Domu, ale najbardziej wciągnęły ich zbiórki żywności dla potrzebujących. I tak niektórzy robią to do dziś.

 

Spot promujący kampanię dotyczącą wolontariatu opiekuńczego przedstawiła Fundacja Hospicyjna z Gdańska.

 

To duża satysfakcja móc wziąć udział w takim przedsięwzięciu filmowym zwłaszcza, że się udało – uważa Ryszard Ronczewski, aktor który w produkcji zagrał osobę leżącą i wymagającą opieki. – W czasie kręcenia było widać, że to ma sens. Imponującą rzeczą jest fakt, że coraz więcej ludzi garnie się do wolontariatu i to jest piękne, bo jest na pewno duża potrzeba pomocy. Faktem jest też, że dziś pośpiech jest dążeniem do czegoś. Tego ja nie pamiętam z czasów swojej młodości. Wydaje mi się, że dziś trzeba kształcić w sobie świadomość pomocy tym, którzy obok nas żyją i są straszliwie bezsilni, samotni. Samotność to jest coś, czego nie życzę nikomu. I tę samotność możemy u kogoś zahamować wolontariatem.

 

Anna Janowicz, prezes Fundacji Hospicyjnej z Gdańska wspomniała, że kiedyś mówiło się o pracach społecznych, stąd idea wolontariatu została spaczona.

 

Na szczęście dziś wracamy do idei wolontariatu – twierdzi Janowicz. – Ważne też, żeby pokazać, że wrażliwość nie jest oznaką słabości, ale zaletą. Warto przyhamować w życiu i nawiązywać relacje z ludźmi.

 

Życzę wam tego, żebyście potrafili zatrzymać się w pędzie i odetchnąć. Zobaczyć, że latem motyle latają, a jesienią spadają złote liście – dodaje Ryszard Ronczewski. – Warto zwrócić na to uwagę. Ale warto też pamiętać, że gdzieś pod tymi przyrodniczymi znakami są ludzie, którzy wymagają naszej opieki.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Relacja z międzynarodowej wystawy „ Świat Storczyków”

18 maja 2018 w piątek wybraliśmy się na sopocki Hipodrom gdzie odbywała się międzynarodowa wystawa „ Świat Storczyków”. Podziwialiśmy niecodzienne aranżacje storczyków, roślin owadożernych, żywych kamieni, kaktusów, oplątw, skrętników, hoi  z całego świata .Wystawa zachwyciła naszych seniorów. Na pewno za rok tam wrócimy.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Nepal w Sopocie, czyli zasiewanie pomysłów

Pod szyldem wolontariatu zagranicznego odbył się pierwszy Dzień Wolontariatu Domu Pomocy Społecznej w Sopocie. Specjalnie na tę okazję zaproszeni goście: Olga Sosnowska, Krystian Grzywacz i Grzegorz Kowalczuk opowiadali o swoim wyjeździe do Nepalu zniszczonego trzęsieniem ziemi i pomocy tamtejszym dzieciom.

 

W mediach jesteśmy najpierw atakowani obrazami tragedii, a później wszystko ucicha i nikt się tym nie interesuje – mówi Olga Sosnowska. – Stąd wielu myśli, że skoro było gdzieś trzęsienie ziemi to na pewno nie będzie warunków, żeby się zatrzymać. A przecież jednym z głównych źródeł dochodu tych ludzi jest turystyka. I tak myśl o tym, że Nepalczycy czekają na turystów zmotywowała nas, aby wybrać właśnie to miejsce.

 

Pieniądze na wyjazd wolontariusze zbierali wcześniej w Polsce. W organizacji i kwestiach merytorycznych pomagała im fundacja Healing Haku.

Z Katmandu do Dhunche szli pieszo. Wędrówka zajęła im 12 dni. Tak dotarli do Haku.

 

Podczas podróży nie tylko poznawaliśmy ludzi, ale także ogrom ich tragedii – opowiada Grzegorz Kowalczuk. –  Widzieliśmy całe miejscowości leżące w gruzach, a jednocześnie wszyscy ludzie byli uśmiechnięci i serdeczni. Patrzyłem w oczy osobom, które nie miały dosłownie nic. Mieszkali na rogu ulicy siedząc na kawałku materiału i ten kawałek materiału był ich jedynym dobytkiem. Kierując się naszymi standardami jest to tragedia, ale co ciekawe oczy tych ludzi były często szczęśliwsze niż oczy osób, które spotykamy na co dzień. Może łatwiej byłoby wysłać pieniądze i w ten sposób pomóc, ale my chcieliśmy bezpośrednio  odczuć to, co się tam wydarzyło.

 

Haku zostało zniszczone w ponad 90 procentach. Warunki były ciężki, żadnej drogi dojazdu.

 

Trafiliśmy na świeżo wybudowany budynek szkoły tymczasowej – mówi Olga Sosnowska. – Chcieliśmy uatrakcyjnić tę szkołę, aby nie była miejscem spotkań tylko dzieci. Pomalowaliśmy budynek z zewnątrz, zagospodarowaliśmy przestrzeń wokół: pomalowaliśmy kamienie, zawiesiliśmy buddyjskie chorągiewki, zamontowaliśmy huśtawkę. Była oblegana cały czas, dzieci przychodziły się huśtać nawet w nocy.

 

W związku z faktem, że edukacja w szkole polegała tylko na zapisywaniu, wolontariusze postanowili wprowadzić coś nowego; pokazać dzieciom inny sposób nauki.

 

Przeprowadziliśmy warsztaty plastyczne – opowiada Olga. – Kupiliśmy tablice, zeszyty, przybory do pisania i kolorowania. Sporo było tych rzeczy, ponad 100 kg. Z Polski została także wysłana paczka z ubraniami i zabawkami dla dzieci. Uczyliśmy angielskiego poprzez zabawę. Czuję, że to co tam zrobiliśmy, było bardzo wartościowe. Tym bardziej, że te dzieci wcześniej nie rysowały, nikt nie uczył ich takiego sposobu wyrażania siebie.

 

Wartościowe było także samo dawanie pomysłów – komentuje Grzegorz Kowalczuk. – Np. budowa huśtawki zajęła nam tylko kilka minut, ale trzeba było wpaść na to, żeby tę huśtawkę zbudować. Ktoś, kto stracił dom nie będzie raczej myślał o rozrywce. Dla mnie ważne było to zasiewanie ziarenek pomysłów, idei.  

 

Zdaniem Grzegorza Kowalczuka wartością dodaną wyjazdu był także fakt, że tworzyli małą grupę.

 

Dzięki temu nie byliśmy inwazyjni – twierdzi wolontariusz. – Nie było tak, że wchodzimy, robimy i wszyscy się na nas patrzą, tylko odbywało się to na zasadzie relacji i wspólnoty. Weszliśmy w strukturę tej wioski, weszliśmy w strukturę tych ludzi. Z wolontariatem to nie jest prosta sprawa, bardzo łatwo coś zepsuć.

 

Pojechali tam, by poznać inną kulturę, a tak naprawdę…

 

…najmocniejszego szoku kulturowego doznaliśmy wracając do Polski – śmieje się Krystian Grzywacz. – Odwykliśmy od miejskiego zgiełku. Przez dobry miesiąc miałem wrażenie, że jestem gdzie indziej, choć mieszkałem w tym otoczeniu ponad 20 lat.

 

Jak widzimy, wolontariat ma różne oblicza, daje różne możliwości zaangażowania się i pomagania – uważa Anna Janowicz z Fundacji Hospicyjnej w Gdańsku, prowadząca spotkanie. – Dziś z Sopotu przenieśliśmy się do innego świata. To, co jest ważne w wolontariacie to fakt, że nigdy nie wiadomo, co pozostaje w głowach i sercach ludzi którym się pomaga. Ważna jest także inspiracja dla innych; może być to malunek na ścianie szkoły, może to być huśtawka. A druga moja myśl jest taka, że wolontariusze pomagając i angażując się w różnego rodzaju wydarzenia, często więcej otrzymują, niż dają. I to jest niesamowite.

 

Pierwszy Dzień Wolontariatu DPS pod szyldem wolontariatu zagranicznego odbył się 24 kwietnia 2018 roku w siedzibie Miejskiej Biblioteki Publicznej przy ul. Kolberga 9 w Sopocie.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej – 2 maja

2 maja obchodziliśmy święto Flagi Rzeczpospolitej Polskiej. Świętowanie rozpoczęliśmy przy kawie i słodkim poczęstunku. Następnie wspólnie odśpiewaliśmy Hymnu Polski oraz pieśni patriotyczne.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

urodziny miesiąca

W dniu 18 kwietnia świętowaliśmy urodziny kwietniowych Jubilatów. Podczas uroczystości dzieci z Przedszkola nr 2 w Sopocie zaprezentowały piękne tańce w rytmie przebojów. Żywiołowy występ Poziomek wzruszył i zachwycił wszystkich uczestników zabawy.

 
 
 
 
 
 
 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Dom Pomocy Społecznej w Sopocie zaprasza na swoje stoisko podczas 8. Targów Seniora w Hali 100 – lecia Sopotu.

 

Targi pod nazwą ” …a w sercu ciągle wiosna” odbędą się w weekend 14-15 kwietnia.

W sobotę będzie można zapoznać się z ofertą Dziennego Domu Pobytu sopockiego DPS, a w niedzielę dowiedzieć się o wolontariacie oraz o tym, jak zostać wolontariuszem DPS.

 

Dla wszystkich gości przewidujemy słodki poczęstunek.

 

Wstęp na targi oraz udział we wszystkich wydarzeniach jest bezpłatny.

 

Zapraszamy!

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Demencja nie jest naturalną częścią starzenia się

Co jest najważniejsze w opiece nad osobą zmagającą się z demencją – wyjaśnia Marlena Meyer, trenerka autorskiego programu Teepy Snow „Pozytywne podejście do opieki”.

 

Czy człowiek z demencją może być złośliwy?

 

Nie. Żeby coś złośliwie zrobić, trzeba to zaplanować z wyprzedzeniem. Przemyśleć i opracować. Często mamy wrażenie, że mieszkańcy robią coś specjalnie, ale tak nie jest. Bo jak człowiek chorujący na jakąś chorobę demencyjną może zaplanować złośliwość, jeśli ma kłopoty z przygotowaniem sobie kanapki?

 

To skąd bierze się w nas przekonanie, że robią to złośliwie?

 

Bo nie rozumiemy tego, co się z nimi dzieje. Mamy w głowie stereotyp, że człowiek na starość jest, mówiąc kolokwialnie, głupi i złośliwy.

 

A jaki jest?

 

W zdrowym starzeniu się, taki jak zawsze. Ale w demencji nie, bo ona zmienia sposób mówienia, myślenia, reakcji w określonych sytuacjach, sposób podejmowania decyzji. Zmienia nas też emocjonalnie. W demencji zmienia się wszystko, bo tym „wszystkim” steruje mózg. Kiedy on jest zdrowy to wszystko działa, a kiedy zaczyna chorować to my zaczynamy się zmieniać. I świat zaczyna nas postrzegać np. jako złośliwych.

 

Albo agresywnych.

 

No właśnie, tymczasem bardzo często jest to efekt jakiejś niezaspokojonej potrzeby albo nadmiernej reakcji na bodźce zewnętrzne, z którymi nie dajemy sobie rady. Ograniczenia pola widzenia i zmiana możliwości przeskanowania otoczenia wzrokiem powodują, że trudno znaleźć kubek w szafce. To frustruje. Nagle, ktoś się do nas zbliża, bez uprzedzenia głosem i klepie nas od tyłu w ramię. Reagujemy gwałtownie, bo nie jesteśmy przygotowani na to klepnięcie, ale ktoś powie „jaka ona jest agresywna!”. Niezupełnie, w demencji to co nazywamy agresją, niezwykle często jest reakcją na zaskoczenie. To obrona, a nie atak. Nie ma w nas – opiekunach jeszcze tej wiedzy, jak wiele zachowań ludzi z demencją wynika z otoczenia nieprzygotowanego do zmieniających się potrzeb.

 

A jakie ono jest?

 

Pani Helena chce wypocząć, ale telewizor jest włączony, otwarte okno wychodzi na Straż Pożarną, a w lokalu obok jest remont. Kiedyś potrafiła sobie z tym poradzić, bo mózg mógł te dźwięki wyciszyć. Teraz, kiedy zaczął chorować już tego nie potrafi,  nie może hałasu wyizolować ani się od niego uwolnić. Jeden nakłada się na drugi.

Albo pani Helena buja się w fotelu i zamiast się uspokajać, robi się poddenerwowana. Dlaczego? Bo okazuje się, że fotel trzeszczy, choć kiedyś jej to nie przeszkadzało. A teraz to się zmieniło. Więc wychodzi, „wędruje”. Niewielu z opiekunów o tym pomyśli.

 

To jak możemy pomóc pani Helenie?

 

Najważniejsza jest wiedza. Uważamy, że choroba Alzheimera polega na zaburzeniach pamięci. Nie. Choroba Alzheimera ma szereg innych objawów, które nas zmieniają, ponieważ w chorobie Alzheimera choruje nasz mózg i to on nie daje rady. Teepa Snow bardzo mocno podkreśla: ludzie w demencji nie robią nic specjalnie. Starają się jak mogą wykorzystując zasoby, jakie choroba im zostawia. A tych w miarę jak się rozwija, mają coraz mniej. W nowym podejściu do opieki w demencji nie chodzi tylko o opiekę nad osobą, która choruje, ale o to, że my wszyscy musimy się zmienić.

 

Jak w takim razie postępować?

 

Musimy nauczyć się uwzględniać to, kim ci ludzie są teraz, a kim byli w przeszłości. Znać ich upodobania, wiedzieć czego nie lubili, jakie były punkty zapalne w ich życiu, co ich doprowadzało do furii. I jednocześnie w jakich momentach się relaksowali. Mamy takie problemy w opiece, jakie mamy, bo nie wiemy zbyt wiele o naszych podopiecznych. Program Teepy Snow uczy nas, czym jest demencja, jak zmienia się nasz mózg podczas choroby, co powoduje, że zaczynamy się zachowywać inaczej, niż zachowywaliśmy się kiedyś. To, że ktoś w nocy idzie „do domu” z domu, w którym mieszka od 30 lat może oznaczać, że ten ktoś chce pić. I mówi, że chce iść do domu, bo chce zaspokoić pragnienie.

 

Dlaczego tak się dzieje?

 

Dlatego, że w tej chorobie tracimy możliwość rozpoznawania swoich potrzeb. I my jako opiekunowie, my jako rodziny musimy się nauczyć, jak te potrzeby rozpoznawać, ale przede wszystkim, czego szukać.

 

No właśnie. Mówi pani: my rodziny, my opiekunowie. Czyli dla kogo jest takie szkolenie,

nie tylko dla zawodowców?

 

Ono jest dla wszystkich, ponieważ wszędzie wśród nas są ludzie z demencją. Funkcjonuje w nas przekonanie, że na starość wszystko nam się po prostu miesza, mówimy np. „Chyba się starzeję, chyba mam już demencję!”. A tak nie jest, demencja nie jest naturalną częścią starzenia się.

 

I tego pani uczy na warsztatach „Pozytywne podejście do opieki” Teepy Snow?

 

Tak. Teepa od wielu lat prowadzi w USA intensywną kampanię o opiece w demencji. Uczy nowego podejścia do opieki, polegającego głównie na tym, żeby zrozumieć, z czego wynikają zmiany, których ludzie wtedy doświadczają. Zwraca uwagę, że to nie są tylko kłopoty z pamięcią. Uczy także tego, że demencja, czyli otępienie nie jest niczym naturalnym. My się tak nie starzejemy. Wskazuje też, że demencja jest pewnego rodzaju parasolem, pod którym mieszczą się różne choroby otępienne. Jeśli więc ktoś choruje na chorobę Alzheimera, to ma demencję w przebiegu choroby Alzheimera, ale nie trzeba mieć Alzheimera, żeby mieć demencję. Można mieć podobne objawy, ale wynikające z zupełnie innych przyczyn. Teepa uczy również tego, że demencja czasem jest, a czasami jej nie ma. To nie tak, że ci ludzie cały czas funkcjonują zmienieni, bo przychodzą takie momenty, kiedy funkcjonują całkiem normalnie.

 

Czyli jak u zdrowych, są dni lepsze i gorsze.

 

Tak, zwłaszcza na tym pierwszym etapie. Natomiast przez to, że w naszej świadomości tkwi przekonanie, że jak ktoś ma Alzheimera, to nic nie rozumie i w ogóle już go nie ma, przywykliśmy traktować wszystkich w taki sam sposób. A to jest błąd.

Świadomość, czym jest demencja potrzebna jest wszystkim uczestnikom całego systemu opieki, nie tylko bezpośrednim opiekunom. Kompleksowa wiedza i edukacja od najmłodszych lat. Możemy dobrze pomóc, ale dopóki nie mamy leku, musimy wiedzieć więcej.

 

 

 

Mariola Ludwicka, kierownik działu terapeutyczno – opiekuńczego

 

Od początku powstania Domu Pomocy Społecznej w Sopocie staramy się podążać z nowymi trendami, stąd też współpraca z Marleną Meyer, jedną z nielicznych trenerek metody Teepy Snow w Polsce.

Naszym celem jest prowadzenie DPS na wysokim poziomie, dlatego liczba szkoleń utrwalających posiadaną już wiedzę i jednocześnie poszerzających ją o nowe elementy to u nas standard.

Na demencję choruje coraz więcej osób, więc potrzeba nauki w tym zakresie jest ogromna. Dzięki  szkoleniom wiemy, jakie są przyczyny poszczególnych zachowań chorych na demencję, a pozytywne podejście do opieki oznacza jej wyższy standard, niż przeciętnie. Znajomość metod postępowania z chorymi to dla naszych mieszkańców gwarancja komfortowego życia, choćby w jakiejś jego części, a dla nas – ułatwienie pracy.

 

 

* Warsztaty Marleny Meyer, trenerki autorskiego programu Teepy Snow,„Pozytywne podejście do opieki” odbyły się 15 marca 2018 roku w Domu Pomocy Społecznej w Sopocie.

 

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

życzenia świąteczne

Wielkanoc to czas otuchy i nadziei, czas odradzania się wiary w siłę Chrystusa i drugiego człowieka.

Życzymy, aby Święta Wielkanocne przyniosły radość oraz wzajemną życzliwość, by stały się źródłem wzmacniania ducha.

Niech Zmartwychwstanie, które niesie odrodzenie, napełni Was pokojem i wiarą, niech da siłę w pokonywaniu trudności i pozwoli z ufnością patrzeć w przyszłość.

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Kartki dla seniorów

Młodzież odwiedziła seniorów z Domu Pomocy Społecznej w Sopocie, aby wręczyć im wielkanocne kartki.

 

Przyszłyśmy z dziewczynami, żeby sprawić starszym ludziom radość, aby uśmiechnęli się na widok tych kartek – powiedziała Milena Krasowska, jedna z uczestniczek spotkania.

 

Jak mówi Karolina Kreft, koordynatorka szkolnego koła wolontariatu, jest to początek ich przygody z wolontariatem i nastolatki zaczynają od swojego podwórka, czyli miejsc najbliżej sąsiadujących ze szkołą. Ale to nie jedyny powód, że dziewczyny odwiedziły właśnie DPS.

 

Myślę, że to jest ważne, aby ludzie nie byli sami, szczególnie w święta, gdy ten czas przeważnie spędzamy z rodziną – powiedziała Gabrysia Miler.

 

Kartki świąteczne zostały wykonane przez czwartoklasistów podczas zajęć plastycznych w szkole podstawowej nr 7 w Sopocie.

 

Zdaniem Agnieszki Cysewskiej, dyrektorki sopockiego DPS, najważniejsza w tym wszystkim była jednak obecność tych młodych ludzi i szczere życzenia, tak potrzebne w świątecznym czasie.

 

Najpiękniejsze są właśnie te najprostsze gesty i obecność drugiego człowieka w czasie świąt – powiedziała Agnieszka Cysewska dodając jednocześnie, że spotkanie to świetny start dla szkolnego koła wolontariatu.

 

Podobnego zdania była Edyta Życzyńska, koordynatorka ds. wolontariatu w sopockim DPS.

 

Jestem pod wrażeniem dziewczyn, że w tak młodym wieku tak dojrzale wypowiadają się o ludziach starszych, o tej potrzebie niesienia im pomocy, o potrzebie bliskości. Aż miło na to popatrzeć – powiedziała.

 

Młodzi ludzie którzy odwiedzili sopockich seniorów byli ze Szkoły Podstawowej z Oddziałami Sportowymi nr 7 im. T. Kościuszki w Sopocie.

Spotkanie miało miejsce we wtorek 27 marca 2018 roku.

 

 
 
Zwiększ czcionkę Zmniejsz czcionkę

Spotkanie świąteczne z seniorami w Dziennym Domu Pobytu DPS w Sopocie.

Naszymi gośćmi byli:

Pierwszy kierownik Dziennego Domu Pobytu Janina Mierzejewska.

W-ce dyrektor MOPS w Sopocie Alina Cysewska.

Przewodniczący rady miasta Sopotu Wieczesław Augustyniak.

Radni miasta Sopotu Anna Łukasiak, Tomasz Lipiński, Paweł Kąkol.

Dzielnicowy aspirant sztabowy Radosław Mykita i aspirant sztabowy Lesław Mackiewicz z Komendy Miejskiej Policji w Sopocie.